Gorące tematy: COVID-NEWS Antypartia Ruch Oporu 2020 Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
47 postów 15 komentarzy

LOS Polski

LOSPolska - Partia polityczna. Oficjalny profil. Nadchodzi czas Patriotów!

Podżeganie do wojny z Iranem (część 2.) – fałszywe argumenty

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

We wcześniejszych rozważaniach starałem się nakreślić złożony obraz stosunków panujących obecnie na Bliskim Wschodzie, a teraz przyjrzę się bliżej argumentom przemawiającym rzekomo za koniecznością rozprawy z Iranem.

Jeśli chodzi o retorykę wojenną nadużywaną podczas konferencji bliskowschodniej w Warszawie, to można rzec, że nie padły tam żadne zaskakujące słowa. Premier Netanjahu już od dłuższego czasu snuje ponure wizje apokalipsy, którą podobno chce zgotować Izraelowi „krwiożerczy” reżim z Teheranu. W lutym 2018 r. na Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium alarmował, że Iran umacnia swoją pozycję w regionie i chce „ustanowić ciągłe imperium otaczające Bliski Wschód od południa w Jemenie, ale także próbując stworzyć most lądowy z Iranu do Iraku, Syrii, Libanu i Gazy”i. W dwa miesiące później zorganizował specjalną konferencję multimedialną, podczas której przekonywał, że irańscy przywódcy cały czas kłamali, gdy zapewniali świat o tym, że nie dążą do stworzenia broni atomowej. Powoływał się przy tym na dowody, które miał pozyskać wywiad izraelski, świadczące o dużym stopniu zaawansowania irańskiego programu jądrowego. Podkreślił, że jego zdaniem umowa z Iranem z 2015 r. „została ufundowana na kłamstwach” i dlatego „nigdy nie powinna być zawarta”. Wyraził też przekonanie, że Donald Trump podejmie taką decyzję w sprawie układu z Teheranem, która wyjdzie naprzeciw oczekiwaniom Izraelaii. Netanjahu nie musiał zbyt długo czekać na spełnienie swoich pragnień, bowiem już 8 maja 2018 r. prezydent USA ogłosił jednostronne zerwanie tego porozumienia oraz zapowiedział nałożenie dotkliwych sankcji na państwo irańskie, ponieważ w jego opinii „pozwolenie na utrzymanie umowy z Iranem oznaczałoby wyścig zbrojeń nuklearnych”iii. Trump zresztą już wcześniej zarzucał Teheranowi „podsycanie przemocy, rozlewu krwi i chaosu” na całym Bliskim Wschodzie oraz deklarował: „Musimy zapewnić, że ten morderczy reżim nigdy nie zbliży się do [posiadania] broni nuklearnej”iv. W tym kontekście należy więc zadać pytanie: Czy rzeczywiście irański program jądrowy stwarza tak poważne zagrożenie, jak to przedstawiają Izraelczycy i Amerykanie?

 

Okazuje się, że „znawcom irańskiego uzbrojenia premier Izraela nie pokazał niczego nowego. Większość przytoczonych faktów była znana już z raportów wywiadowczych USA z 2007 i MAEA z 2011 r. To, że w 2018 r. nie pojawiło się nic nowego, świadczyć może raczej o zamrożeniu irańskiego programu atomowego lub o skuteczności międzynarodowego porozumienia, które przecież zawarte zostało właśnie z uwagi na podejrzenia podejmowania w Iranie prób budowy broni jądrowej i chęć ich zatrzymania”v. Potwierdza to ostatni raport Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej z lutego 2019 r., w którym stwierdzono, że „Iran respektuje limity dotyczące wzbogaconego uranu zawarte w międzynarodowym pakcie nuklearnym”. Eksperci MAEA przeprowadzili wymagane układem inspekcje irańskich instalacji jądrowych i ustalili, że „poziom wzbogaconego uranu, którego rezerwy posiada Iran, jest zgodny z postanowieniami paktu z 2015 r., choć w roku ubiegłym prezydent Donald Trump wycofał USA z tego porozumienia i nałożył na Teheran sankcje”vi. Wątpliwości budzi także kwestia „małych jak na kraj tej wielkości ambicji atomowych ujawnionych przez Netanjahu. Pięć głowic o mocy 10 kiloton każda to arsenał symboliczny, by nie powiedzieć: nieistotny. Jako program badawczy może budzić niepokój, ale jako fundament odstraszania czy cel strategicznego programu zbrojeniowego Teheranu jest bardziej niż skromny”.

 

Obawy wobec „atomowych ambicji Iranu wynikają głównie z zagrożenia, które ponoć stanowią dla Izraela. Prezydent Bush przyznał to w marcu 2006 r., gdy powiedział, że »zagrożeniem ze strony Iranu jest ich oczywisty zamiar zniszczenia naszego wiernego sojusznika, jakim jest Izrael«. Jednak biorąc pod uwagę fakt, że zarówno Izrael, jak i Stany Zjednoczone mają potężne arsenały jądrowe, zagrożenie to jest wyolbrzymiane”. Gdyby bowiem „zaatakowano którykolwiek z tych krajów, atakujący natychmiast poniósłby przerażające konsekwencje. Ani jeden, ani drugi kraj nie mógłby być szantażowany przez nuklearne państwo zbójeckie, ponieważ szantażysta nie zrealizowałby swojej groźby bez poniesienia tych samych konsekwencji”vii. W tym względzie nie ma natomiast zahamowań premier Netanjahu, który podczas wizyty w sierpniu 2018 r. w izraelskim centrum badań jądrowych na pustyni Negew „ostrzegł przed możliwością użycia broni jądrowej wobec Iranu”, mówiąc, że „ci, którzy grożą Izraelowi zgładzeniem, narażają się na podobne niebezpieczeństwo, a w każdym razie nie osiągną celu”viii. Biorąc zaś pod uwagę posiadaną przez Izrael przewagę technologiczną i jego potencjał nuklearny oraz system antyrakietowy chroniący izraelskie terytorium, to nie można uznać słów Netanjahu za czcze pogróżki, bowiem mają one bardzo realny wymiar i groźną wymowę. W tym kontekście, jak na ironię, to właśnie Izrael jawi się światu jako państwo zbójeckie, które atomowym szantażem próbuje wymusić realizację swoich roszczeń wobec Iranu. Niewiarygodnie brzmią także oskarżenia, że Iran mógłby przekazać broń atomową terrorystom, ponieważ przywódcy tego kraju „nigdy nie mogliby być pewni, czy taka transakcja pozostałaby niewykryta lub czy nie zostaliby po niej oskarżeni i ukarani. Oddawanie broni nuklearnej, której zdobycie było tak ryzykowne, jest prawdopodobnie ostatnią rzeczą, którą chcieliby zrobić. Utraciliby kontrolę nad jej użyciem i nigdy nie mogliby być pewni, czy Stany Zjednoczone (lub Izrael) nie spopieliłyby ich za samo podejrzenie, że dali terrorystom możliwość dokonania ataku nuklearnego”ix. Wystarczy więc przypomnieć, że równie fałszywe i nigdy niepotwierdzone oskarżenia były pretekstem dla USA do inwazji na Irak w 2003 r., aby uświadomić sobie niedorzeczność takich insynuacji, których źródłem jest zapewne Izrael. Może o tym świadczyć wypowiedź Scotta Rittera, który był w latach 1991–1998 inspektorem ONZ ds. broni masowego rażenia w Iraku. Stwierdził on mianowicie: „Nie ma wątpliwości, że jeśli pomiędzy Ameryką a Iranem wybuchnie wojna, będzie to wojna zrodzona w Izraelu”, ponieważ „gdyby nie naciski Izraela i jego lobby, nikt w Waszyngtonie nie traktowałby poważnie pomysłu atakowania Iranu”.

 

W takich okolicznościach można uznać, że „irańskie ambicje atomowe nie wynikają z irracjonalnej ideologii, a z rozsądnej kalkulacji podpowiadającej, że państwo to potrzebuje nuklearnej broni odstraszającej, której mogłoby użyć przeciwko pojawiającym się zagrożeniom […]. Przywódcy Iranu ewidentnie zdają sobie sprawę z tego, że są celem Waszyngtonu, i to właśnie taki odbiór sytuacji zachęca ich do przyspieszenia swego programu atomowego”. Straszenie zaś Iranu widmem wojny prewencyjnej „daje tylko większe powody jego przywódcom, by starali się o pozyskanie atomowego środka odstraszania. Irańczycy, podobnie jak Amerykanie i Izraelczycy, zdają sobie sprawę z tego, że broń jądrowa jest najlepszym środkiem obronnym dostępnym krajowi, który znajduje się na celowniku innego państwa”x. Nie ulega też większej wątpliwości, że administracja amerykańska posiada odpowiednie instrumenty nacisku, aby doprowadzić do denuklearyzacji regionu bliskowschodniego. W przeszłości „Waszyngton wymusił liczne ustępstwa na przywódcach Związku Sowieckiego, gdy ten chylił się ku upadkowi, a później naciskał na Ukrainę, Kazachstan i Białoruś, by te zrezygnowały ze swoich arsenałów atomowych. Podobne działania ostatecznie zmusiły Libię do rezygnacji z własnych programów tworzenia broni masowego rażenia w zamian za zniesienie licznych sankcji gospodarczych […]. Stany Zjednoczone mogą też wywierać potężny wpływ na Izrael […] Mogłyby zagrozić odcięciem Izraela od wszelkiej pomocy materialnej i dyplomatycznej. Gdyby to nie wystarczyło, bez trudu mogłyby zdobyć międzynarodowe poparcie dla izolacji Izraela, podobnie jak miało to miejsce w sprawie RPA pod koniec ostatniego stulecia”xi. Amerykanie nic jednak nie robią, aby powstrzymać atomowe ambicje Izraelczyków i poddać międzynarodowej kontroli ich programy BMR. Dlatego nie może nas dziwić, że „irańscy przywódcy mogą uważać, że skoro państwo żydowskie posiada broń odstraszającą, to Teheran także powinien mieć do niej dostęp”. Tym bardziej jest to zrozumiałe, gdy weźmie się pod uwagę, że USA nie tylko chronią izraelski potencjał nuklearny, ale także wspierają atomowe ambicje Arabii Saudyjskiej, co w oczywisty sposób nie sprzyja polityce nierozprzestrzeniania broni jądrowej na Bliskim Wschodzie. W kwietniu 2019 r. brytyjski dziennik „The Guardian” ujawnił, że w okolicach Rijadu w instytucie badawczym króla Abdulaziza trwają prace końcowe przy budowie pierwszego reaktora atomowego. Podkreślono też, że „saudyjskie władze jak dotąd nie przejawiały gotowości do przyjęcia zabezpieczeń uniemożliwiających stworzenie bomby atomowej”. Informacje o szybkich postępach saudyjskiego programu atomowego wyciekły do opinii publicznej przy okazji śledztwa prowadzonego w Kongresie USA, dotyczącego możliwości sprzedaży technologii nuklearnej Rijadowi przez administrację prezydenta Trumpa, co podobno miało się odbyć bez wymaganej zgody Kongresuxii. Dlatego trudno się dziwić, że władze irańskie oskarżyły „USA o hipokryzję w związku z próbą zniszczenia irańskiego programu nuklearnego, przy jednoczesnej chęci sprzedaży technologii nuklearnej Arabii Saudyjskiej”xiii. Jednocześnie prezydent Rowhani zapewnił, że „Iran pozostanie stroną porozumienia nuklearnego pomimo wycofania się USA” oraz zapowiedział, że jest otwarty „na negocjacje z innymi światowymi mocarstwami w sprawie utrzymania porozumienia”xiv. Widać więc, że Teheran wykazuje dobrą wolę, aby rozwiązać problemy związane ze swoim programem jądrowym, a to co faktycznie przeszkadza w osiągnięciu porozumienia, to jest polityka podwójnych standardów stosowana przez administrację amerykańską na Bliskim Wschodzie. Gdyby prezydent Trump zechciał zrewidować dotychczasowe podejście do kwestii irańskiej i odrzucił rady swojego „przyjaciela” Netanjahu, to wtedy można by uspokoić sytuację w tamtym regionie. Jak bowiem słusznie zauważyli Mearsheimer i Walt: „Jeśli Stany Zjednoczone mogły żyć obok wyposażonego w broń atomową Związku Sowieckiego czy Chin, których byli przywódcy należeli do największych masowych morderców znanych światu, i jeśli mogą tolerować atomowy Pakistan, jeśli popierają atomowe Indie, to mogą też żyć (co prawda niechętnie) obok nuklearnego Iranu”.

 

Kolejnym zarzutem wysuwanym wobec Persów przez administrację amerykańską i Izrael jest wspieranie przez nich ugrupowań terrorystycznych w Iraku, Syrii, Libanie i Jemenie. I trudno byłoby zaprzeczyć, że pieniądze, sprzęt i specjaliści irańscy, którzy kierowani są w najbardziej zapalne punkty Bliskiego Wschodu, nie przyczyniają się do eskalacji trwających tam konfliktów. Jednak należy zauważyć, że Iran, będący od wielu lat na celowniku najpotężniejszego mocarstwa, które dokonało inwazji na dwa sąsiadujące z nim państwa i w dodatku zaliczyło Teheran do tzw. osi zła, ma prawo by się bronić. Dlatego właśnie Mearsheimer i Walt uznali, że „pomoc udzielana Hezbollahowi, a także wspieranie sprawy palestyńskiej pozwala na pozyskanie zwolenników w państwach arabskich i utrudnia zawiązanie koalicji wymierzonej w Iran”. I jest to tym bardziej zrozumiałe, gdy weźmiemy pod uwagę, że administracja amerykańska od wielu lat wspiera organizacje irańskich uchodźców, których działalność zmierza do obalenia obecnych władz Iranu. Przykładem mogą być Ludowi Mudżahedini (OBL), którzy są jedną z najbardziej radykalnych grup opozycji irańskiej, przez wiele lat uznawaną na Zachodzie i w USA za organizację terrorystyczną. Mudżahedini byli jednym z ugrupowań, które w czasie rewolucji irańskiej w 1979 r. obaliły autorytarne rządy szacha Rezy Pahlawiego. Jednak po przejęciu kontroli nad państwem przez ajatollaha Chomeiniego znaleźli się w opozycji do jego rządów. Wyznawali wtedy ideologię łączącą szyicki islam z marksizmem i posługiwali się w walce metodami terrorystycznymi, dokonując wielu zamachów bombowych i zabójstw, w tym także na obywatelach amerykańskich. Podczas wojny irańsko-irackiej sprzymierzyli się z Saddamem Husajnem, który przez wiele lat zapewniał im schronienie i bazę dla operacji wymierzonych w Iran xv. Pojawili się oni ostatnio w dość pokaźnej liczbie podczas konferencji bliskowschodniej w Warszawie, gdzie zorganizowali wiec, który miał zademonstrować siłę opozycji irańskiej i stworzyć wrażenie, że uczestnicy szczytu mają poparcie „ludu” irańskiego. Podczas tego wiecu przemawiał Rudy Giuliani dawny burmistrz Nowego Jorku i osobisty prawnik prezydenta Trumpa, który określił teherańskie władze mianem „maniakalnych religijnych fanatyków” i największych na świecie sponsorów terroryzmu oraz nawoływał do ich obalenia. Na wcześniejszych zgromadzeniach organizowanych przez ten ruch przemawiał także John Bolton, który jest doradcą ds. bezpieczeństwa narodowego w obecnej administracji USA i jednym z największych antyirańskich jastrzębi xvi.

 

Iran od dłuższego czasu jest także celem ataków organizowanych przez terrorystów sunnickich, którzy 13 lutego 2019 r. w pobliżu granicy irańsko-pakistańskiej dokonali samobójczego zamachu bombowego na autobus przewożący żołnierzy Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, w wyniku którego zginęło kilkadziesiąt osób. Odpowiedzialność za ten atak wzięła na siebie zbrojna grupa Jaish al-Adl, o której sponsorowanie władze irańskie od 2012 r. oskarżają Arabię Saudyjskąxvii. Można oczywiście uznać, że Irańczycy zasłużyli sobie na to, aby doświadczyć skutków terroryzmu, który także wspierają, bowiem jak głosi stare powiedzenie „kto mieczem wojuje, [ten] od miecza ginie”. Ale byłoby szczytem hipokryzji, gdybyśmy uznali, że im się to należało, bo zostali zaliczeni w poczet „złych charakterów”, natomiast inni hojni sponsorzy ekstremistów mogą się cieszyć spokojem i życiem w przepychu, ponieważ objęci są protektoratem amerykańskim. Marcin Krzyżanowski były ambasador RP w Afganistanie stwierdził: „Tajemnicą poliszynela jest, że Arabia Saudyjska i Katar wspierają ugrupowania sunnickie uważane za terrorystyczne, przede wszystkim Jabhat al-Nusra i współtworzony przez to ugrupowanie sojusz Jaish al-Fatah, który ma szerokie powiązania z Al-Kaidą. Ma to związek z tym, że Arabia Saudyjska i Katar za wszelką cenę chciały osłabić wpływy Iranu oraz Rosji w tym regionie. Aby tego dokonać trzeba było obalić rząd prezydenta Baszara al-Asada. Za wszelką cenę, czyli sprzymierzając się z ugrupowaniami typu Państwo Islamskie czy Jabhat al-Nusra. Do tej pory nie przyniosło to rezultatu, ale nie poddają się”xviii. Trzeba także przypomnieć, że wróg nr 1 prezydenta Busha, czyli Osama bin Laden był Saudyjczykiem, tak samo jak 15 spośród 19 terrorystów, którzy 11 września 2001 r. dokonali zamachów w USA. Arabia Saudyjska jest również głównym sponsorem salafickiego wahhabizmu, który motywuje ideologicznie wielu dżihadystów. „Tylko pod rządami króla Fahda (1982–2005) na promocję islamu wahhabickiego wydano 75 mld dolarów. Środki te zostały przeznaczone na stworzenie 200 uniwersytetów i 210 centrów islamskich, 1500 meczetów, 2000 szkół dla dzieci muzułmańskich, w krajach islamskich i poza nimi”xix. Fakt, że Arabia Saudyjska jest głównym zagranicznym promotorem islamistycznego ekstremizmu potwierdza także raport brytyjskiego Home Office, którego przygotowanie zlecił w 2015 r. premier David Cameron. „Autorzy raportu twierdzą, że wiele fundacji i osób prywatnych z Arabii Saudyjskiej było bardzo zaangażowanych w eksportowanie na teren Wielkiej Brytanii radykalnego wahhabizmu. Ponadto wiele instytucji, które otrzymywały wsparcie finansowe od Arabii Saudyjskiej, było bezpośrednio stamtąd zarządzanych”xx. Witold Repetowicz, dziennikarz i analityk specjalizujący się w tematyce bliskowschodniej, zauważył, że: „Arabia Saudyjska mimo położenia w pobliżu krajów generujących uchodźców, a także posiadania dużych środków pieniężnych, w ogóle ich nie przyjmuje. Jest to tym bardziej znamienne, że większość tych uchodźców to muzułmanie. W konsekwencji, zamiast do Arabii Saudyjskiej uchodźcy (a także imigranci zarobkowi, których sytuacja w KAS przypomina niewolnictwo) kierują się do Europy. Saudowie jednak wydają ogromne pieniądze na inicjatywy pozornie stanowiące „pomoc humanitarną”. Taka polityka nie wynika z zerowej empatii wobec uchodźców, lecz z chęci ich wykorzystania do eksportu salafizmu i zmiany oblicza islamu. Trwa to już od kilku dekad. Saudyjskie i katarskie pieniądze […] wspierają tysiące szkół koranicznych w Afryce. W rezultacie trudno się dziwić tendencjom wprowadzania szariatu w wielu krajach afrykańskich, czy też otwartemu wyrażaniu sympatii do Al Kaidy […]. Ani KAS ani żaden inny naftowy, sunnicki kraj Półwyspu Arabskiego nie przyjął żadnych uchodźców z Syrii czy Iraku, jednak przekazuje pieniądze na pomoc im np. w Libanie. Środki te trafiają w ręce lokalnych, sunnickich imamów i warunkiem ich otrzymania jest posłanie dzieci do szkół koranicznych, gdzie następuje ich indoktrynacja ideologią wahhabicko-salaficką. Owoce tej polityki zostaną zebrane za kilka lub kilkanaście lat, zmieniając całkowicie religijność muzułmańską na Bliskim Wschodzie i produkując tysiące potencjalnych terrorystów. Podobne procesy zachodzą od kilku dekad w Europie, a od kilkunastu lat również w Polsce”xxi. Dobrym podsumowaniem tego wątku może być refleksja, którą Donald Trump podzielił się z czytelnikami w swojej książce „Time to Get Tough: Making America #1 Again” wydanej w 2011 r. Stwierdził wtedy, że królestwo Saudów „jest największym sponsorem terroryzmu na świecie. Arabia Saudyjska kieruje nasze petrodolary, nasze własne pieniądze do terrorystów, którzy chcą zabijać naszych rodaków”xxii. Słowa wypowiedziane przez przyszłego prezydenta USA oraz przytoczone liczne dowody świadczące o udziale Saudyjczyków we wspieraniu terroryzmu, a także ohydny mord na Jamalu Khashoggim i działania podejmowane przez administrację amerykańską w celu ukrycia tych faktów, pozbawiają Amerykanów moralnego prawa, aby innych piętnować za stosowanie podobnych metod.

 

Jeszcze gorzej przedstawia się kwestia zarzutu dotyczącego łamania podstawowych praw człowieka przez reżim irański. Jeśli bowiem weźmiemy pod uwagę rozmiar barbarzyństwa panującego w Arabii Saudyjskiej, która jest przecież bardzo cenionym przez Stany Zjednoczone sojusznikiem, to każdy uczciwy człowiek musi przyznać, że w tym kontekście potępianie jedynie Iranu jest wielkim nadużyciem. Nie mam zamiaru w żaden sposób rozgrzeszać nieprawości popełnianych przez reżim w Teheranie, ale tym bardziej nie kupuję argumentów „humanitarnych”, które zdaniem administracji amerykańskiej mają przemawiać za tym, żeby ukarać Iran, a być może zachęcić nas również do wysłania polskich żołnierzy na kolejną niepotrzebną wojnę. Jest wystarczająco dużo dowodów na to, że Arabia Saudyjska nie zasługuje na wsparcie i szacunek cywilizowanego świata, jak również nie jest godna tego, aby ginąć za jej brudne interesy. Życie w królestwie Saudów jest lekkie i przyjemne tylko dla grup uprzywilejowanych, a większość społeczeństwa żyje w opresyjnych warunkach systemu opierającego się na brutalnym prawie szariatu, które ukształtowało to państwo na wzór średniowiecznych monarchii feudalnych, jakie w cywilizacji zachodniej już dawno odeszły w mroki zapomnienia. Kobiety saudyjskie są dyskryminowane, bo nie mogą same decydować o swoim ubiorze, ani samodzielnie podróżować, a do niedawna zakazywano im nawet prowadzenia samochodu. W wielu miejscach i instytucjach publicznych obowiązuje segregacja według płci, a dopiero w 2015 r. pozwolono Saudyjkom głosować w wyborach lokalnych, które są zarazem jedyną namiastką systemu demokratycznego w państwie saudyjskim. W 2018 r. zezwolono łaskawie, aby kobiety mogły oglądać zawody sportowe, ale na trybunach mogły zająć miejsca tylko w „sekcji rodzinnej”. O kwestii równouprawnienia osób innej orientacji seksualnej, tak bardzo promowanej na Zachodzie, nie ma w ogóle mowy, a wręcz przeciwnie są one prześladowane, bo za uprawianie stosunków homoseksualnych grozi więzienie lub kara śmierci. W jeszcze gorszym położeniu znajdują się mniejszości etniczne i religijne, bowiem prawo saudyjskie nie zapewnia wolności wyznania. W Arabii Saudyjskiej działa Komisja ds. promocji cnoty i zapobiegania występkom (Mutawwa) odpowiedzialna za walkę z innymi religiami, również z sufizmem i szyizmem. Przestępstwa przeciwko islamowi sunnickiemu karze się chłostą, obcinaniem kończyn lub egzekucją, a kara śmierci grozi osobom, które dokonały aktu apostazji lub skrytykowały wiarę islamską. Zdecydowana większość Saudyjczyków wyznaje islam (75–85% sunnizm, 15–25% szyizm), jednak mieszka w tym kraju także ponad milion chrześcijan, przeważnie pracowników zagranicznych, ale także rodzimych konwertytów. Zezwala się im na praktykowanie swojej wiary, lecz tylko w prywatnych pomieszczeniach, choć często zdarza się, że policja religijna przeprowadza naloty na ich domy. Obcokrajowcom głoszącym wiarę chrześcijańską grozi deportacja, zakazane jest także posiadanie dewocjonaliów innych niż islamskie oraz biblii. Zdarza się też nierzadko, że imigrantów zarobkowych zmusza się do przyjęcia mahometanizmu. Saudowie prześladują także mniejszość szyicką, co ma związek ze zwalczaniem przez nich wpływów irańskich. Przykładem tego jest skazanie na karę śmierci szyickiego duchownego Nimra Bakira an-Nimra, który za krytykę władzy został ścięty podczas publicznej egzekucji. Wywołało to wielkie oburzenie nie tylko w państwach muzułmańskich i doprowadziło do zerwania stosunków dyplomatycznych z Iranemxxiii. Jakby tego było mało, to skazano na śmierć również niepełnoletniego bratanka szejka an-Nimra, któremu zarzucono, że podczas Arabskiej Wiosny w latach 2011–2012 „zachęcał do protestów prodemokratycznych” za pomocą Internetu. Wyrok zapadł w 2015 r. na podstawie zeznań wymuszonych torturami podczas śledztwa i w sfingowanym procesie. Alego Bakira an-Nimra skazano na karę śmierci przez dekapitację i ukrzyżowanie, a „po jego śmierci ciało ma zostać wystawione publicznie bez głowy na krucyfiksie, do czasu, gdy zgnije”xxiv. Stosowanie barbarzyńskich metod egzekucji stało się powszechną praktyką w państwie saudyjskim, bowiem w latach 1985–2013 stracono w ten sposób ponad 2000 skazańców, będących w znacznej liczbie przeciwnikami politycznymi reżimu saudyjskiego. W Arabii Saudyjskiej nie istnieje też wolność w zakresie głoszenia swoich przekonań, panuje tam wszechobecna cenzura i inwigilacja oraz kontrola Internetu i prywatnej korespondencji. Przekonał się o tym między innymi Raif Badawi, który za stworzenie portalu internetowego Free Saudi Liberals, gdzie można było wymieniać poglądy polityczne i religijne, został skazany na karę 10 lat więzienia i 1000 batów, bo według władz dopuścił się obrazy islamu. Ale najgłośniejszym przykładem łamania wolności prasy i bezwzględnego tępienia wszelkiej krytyki stał się ostatnio Jamal Khashoggi, którego bestialsko zamordowali siepacze nasłani przez następcę saudyjskiego tronu.

 

Kolejnym przykładem łamania praw człowieka jest niewątpliwie Izrael, będący „najwierniejszym” i „najcenniejszym” sojusznikiem Stanów Zjednoczonych na Bliskim Wschodzie, a najbardziej bulwersującym wydarzeniem ostatnich lat było uchwalenie w 2018 r. przez Kneset ustawy określającej ten kraj, jako „państwo narodu żydowskiego”. Tekst tej ustawy głosi, że „Izrael jest historyczną ojczyzną narodu żydowskiego, który ma wyłączne prawo do narodowego samostanowienia na swym obszarze”. Ustawa uznała również hebrajski za jedyny oficjalny język Izraela, pomimo tego, że wcześniej takim statusem cieszył się też język arabski będący mową ojczystą ok. 17,5% obywateli tego państwa. Aktem tym usankcjonowano także uznanie „całej i zjednoczonej Jerozolimy” za stolicę państwa żydowskiego. Przyjęcie nowego prawa spotkało się z protestami społeczności międzynarodowej oraz opozycji izraelskiej i organizacji arabskich działających na rzecz równouprawnienia, które uznały, że ustawa ta stanowi próbę zwiększenia „etnicznej wyższości poprzez promowanie rasistowskiej polityki”. Arabowie oficjalnie mają takie same prawa w Izraelu jak Żydzi, ale „od dawna skarżą się, że są traktowani jak obywatele drugiej kategorii oraz spotykają się z dyskryminacją i gorszym świadczeniem usług w zakresie edukacji, opieki zdrowotnej czy mieszkalnictwa”. Co prawda premier Netanjahu zapewniał obłudnie, że: „Będziemy nadal zapewniać prawa obywatelskie w demokracji Izraela, ale większość ma również prawa i większość decyduje”xxv. Jednak niedawno ujawnił swoje prawdziwe zamiary wobec mniejszości arabskiej stwierdzając, że: „Izrael nie jest państwem wszystkich swoich obywateli. Zgodnie z przyjętym podstawowym prawem narodowym Izrael to państwo narodowe Żydów – i tylko ich”xxvi. W tym kontekście gorliwi obrońcy Izraela, którzy twierdzą, że jest on jedyną ostoją demokracji na Bliskim Wschodzie, powinni zweryfikować swoje poglądy lub zamilknąć, bo nie da się dłużej bronić tych niedorzeczności.

 

„Demokratyczny status Izraela podkopywany jest [też] przez fakt odmowy utworzenia niezależnego państwa palestyńskiego, a także przeciągające się narzucanie prawnego, administracyjnego i wojskowego reżimu na Palestyńskich Terytoriach Okupowanych, który odmawia Arabom podstawowych praw. Obecnie Izrael kontroluje życie 3,8 mln Palestyńczyków w Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu Jordanu, jednocześnie kolonizując ziemie zamieszkane przez nich od dawna. Izrael oficjalnie wycofał się ze Strefy Gazy latem 2005 r., jednak wciąż sprawuje znaczną kontrolę nad jej mieszkańcami. Kontroluje dostęp do tego regionu drogą powietrzną, morską i lądową, co czyni Palestyńczyków więźniami, którzy mogą migrować tylko za pozwoleniem Izraela”xxvii. Dziesięciolecia terroru, dyskryminacji i czystek etnicznych dokonywanych przez Izraelczyków na ludności palestyńskiej zaowocowały ogromem cierpień i długą listą aktów potępiających izraelskie zbrodnie. W 2017 r. ONZ „wydała raport, który oskarża Izrael o budowę reżimu apartheidu i stosowanie dyskryminacji rasowej wobec Palestyńczyków”. Dokument ten zwraca uwagę na to, że „Izrael dokonał fragmentacji Palestyny i prowadzi nielegalną aneksję Wschodniej Jerozolimy oraz Zachodniego Brzegu Jordanu, traktując arabskich mieszkańców jak ludzi drugiego sortu”. Autorzy raportu twierdzą, że przedstawione przez nich dowody jednoznacznie wskazują, że „Izrael stał się państwem apartheidu”xxviii. W lutym 2019 r. Rada Praw Człowieka ONZ przedstawiła raport w sprawie zeszłorocznych protestów w Strefie Gazy, które wybuchły po uznaniu przez prezydenta Trumpa Jerozolimy za stolicę państwa żydowskiego. Izrael podejrzewany jest o dokonanie zbrodni wojennych, ponieważ izraelscy żołnierze tłumiąc palestyńskie protesty używali ostrej amunicji zabijając 189 osób i raniąc ponad 6 tys. Demonstranci byli nieuzbrojeni, a wśród ofiar śmiertelnych znalazło się 35 dzieci, dwóch dziennikarzy i trzy osoby z personelu medycznego. W ocenie ONZ warunki życia w Strefie Gazy są tak złe, że miejsce to coraz mniej nadaje się do zamieszkania. Bezrobocie przekroczyło 54%, a 75% mieszkańców ma status uchodźców, którym odmawia się prawa powrotu do ich domów opuszczonych w 1948 i 1967 r., bo izraelscy politycy uważają, że napływ milionów Palestyńczyków „godzi w ojczyznę narodu żydowskiego”xxix. Spustoszenie w gospodarce i infrastrukturze cywilnej spowodowało, że 80% mieszkańców jest zależna od międzynarodowej pomocy żywnościowej. Prześladowanie ludności palestyńskiej przez władze izraelskie spotyka się od dawna z ostrym potępieniem, nawet wśród osób pochodzenia żydowskiego. Norman Finkelstein stwierdził, że: „Izrael nigdy nie miał duszy. Zawsze było to gangsterskie państwo – mówię tak, choć jestem Żydem, a moi rodzice przeszli przez warszawskie getto i obozy hitlerowskie. Izrael nie miał sumienia ani w Gazie, ani w Libanie w 2006 r., ani podczas tłumienia Intifady”xxx. A jaka jest reakcja administracji amerykańskiej na zarzuty stawiane Izraelowi? No cóż, jest ona charakterystyczna dla prezydenta Trumpa, który zawsze bezwarunkowo popiera swojego sojusznika. Dlatego w czerwcu 2018 r. wycofał USA z Rady Praw Człowieka ONZ, jak bowiem stwierdziła ambasador Haley „jest niewarta swojej nazwy”, a zobowiązania wobec Izraela „nie pozwalają im na pozostawanie w pełnej hipokryzji, wyrachowanej organizacji, która jest parodią praw człowieka”. Decyzję tą z entuzjazmem przyjął premier Netanjahu, który oświadczył, że: „Izrael dziękuje prezydentowi Donaldowi Trumpowi, sekretarzowi stanu Mike’owi Pompeo i ambasador USA przy ONZ Nikki Haley za odważną decyzję przeciw hipokryzji i kłamstwom tzw. Rady Praw Człowieka. […] Od wielu lat RPC okazała się być stronniczą, antyizraelską organizacją, która zdradziła swoją misję obrony praw człowieka”xxxi.

 

 Całkowicie bezkrytyczne poparcie dla Izraela wynika stąd, że dla wielu polityków amerykańskich „rodzaj moralnego usprawiedliwienia stanowi historia cierpienia Żydów na chrześcijańskim Zachodzie, a w szczególności tragiczne doświadczenia holokaustu. Ponieważ Żydzi byli prześladowani przez stulecia i wielu uważa, że mogą czuć się bezpiecznie jedynie w żydowskim kraju, Izrael ma zasługiwać na specjalne traktowanie. Taki pogląd uformował podstawę syjonistycznego programu, odegrał ważną rolę w przekonaniu Stanów Zjednoczonych i innych krajów do poparcia powstania Izraela i utrzymuje się do dziś”xxxii. Nikt o zdrowych zmysłach nie odmawia Izraelczykom prawa do obrony, ale trudno zaprzeczyć, że ich problemy z terroryzmem wynikają w głównej mierze z kolonizacji terenów palestyńskich i z odmowy poparcia dla powstania niezależnego państwa palestyńskiego. Słusznie też Mearsheimer i Walt zwrócili uwagę na to, że: „Na dobrą sprawę, terroryzm był jedną z kluczowych taktyk stosowanych przez syjonistów, gdy sami znajdowali się na podobnie niskiej pozycji i próbowali uzyskać własne państwo. To żydowscy terroryści z niesławnego Irguna, wojowniczego ugrupowania syjonistów, wprowadzili w Palestynie nieznaną wcześniej praktykę podkładania bomb w autobusach i tłumach ludzi”. Przyznał to zresztą Icchak Szamir mówiąc, że „ani żydowska etyka, ani żydowska tradycja nie mogły wykluczyć terroryzmu jako sposobu walki”, który jego zdaniem odegrał znaczącą rolę w uzyskaniu państwa żydowskiego. Kontynuatorem tego swoistego kultu przemocy jest premier Netanjahu, który sprawił, że pod jego rządami Izrael stał się „znacznie mniej tolerancyjny i otwarty na debatę niż kiedyś. Netanjahu, chociaż sam jest Żydem aszkenazyjskim, otacza się Żydami sefardyjskimi. To spośród nich rekrutuje się nowa elita, która kładzie nacisk na upowszechnianie odnowionej wizji syjonizmu. […] Obecni przywódcy Izraela […] chcą przekształcić go w radykalne państwo żydowskie, które będzie prześladować wszystkich nie-Żydów”. I niestety mają w tym poparcie swoich żydowskich współobywateli, ponieważ aż „79% Żydów z Izraela domaga się preferencyjnego traktowania swych rodaków, co równoznaczne jest z poparciem dyskryminacji nie-Żydów”xxxiii. Jeśli natomiast pojawia się wśród izraelskich polityków wola pokojowego rozwiązania konfliktu izraelsko-palestyńskiego, to jest najczęściej pacyfikowana przez zwolenników twardego kursu, którzy w skrajnych przypadkach nie wahają się popełnić ohydnej zbrodni. Groźnym memento dla całej klasy politycznej w Izraelu było zastrzelenie 4 listopada 1995 r. podczas wiecu pokojowego premiera Icchaka Rabina, wywodzącego się z Partii Pracy. Jego zabójcą był Jigal Amir – student prawa na religijnym uniwersytecie Bar Ilan w Tel Awiwie i działacz ultranacjonalistycznego obozu fanatyków religijnych, odrzucającego rozmowy pokojowe z Palestyńczykami. „Amir brał udział we wszystkich protestach przeciwko procesowi pokojowemu. W marcu 1994 r. podczas strajku głodowego przeciw porozumieniom w Oslo wygłosił przemówienie, w którym stwierdził: »Peres i Rabin to żmije; obaj powinni zostać zabici. Tylko wówczas, gdy ktoś powstanie i zabije ich, kraj zostanie ocalony. Będą nowe wybory i Bibi [Netanjahu] obejmie władzę«. Znaleźli się nawet rabini, którzy orzekli, że zabójstwo Rabina byłoby aktem samoobrony, gdyż izraelscy sygnatariusze porozumienia z Oslo sprowadzili na Żydów śmiertelne zagrożenie. Rabini powoływali się na zapisaną w prawie religijnym zasadę din rodef, ukarania napastnika: »Jeśli ktoś powstanie, by cię zabić, ty powstań pierwszy i zabij jego«. 5 października 1995 r. Kneset ratyfikował Oslo II. W Jerozolimie odbyła się wtedy kilkudziesięciotysięczna demonstracja protestacyjna, podczas której Netanjahu określił porozumienie jako »akt kapitulacji zagrażający istnieniu państwa«. Dwa tygodnie później grupa kabalistów odprawiła przed domem Rabina w Tel Awiwie ceremonię Pulsa deNura, w której wypowiadane jest przekleństwo skazujące na śmierć. Wywiad szacował, że ok. 800 obywateli Izraela gotowych było w imię powstrzymania procesu pokojowego posunąć się aż do morderstwa. […] Amir w sądzie wyjaśnił, że zgodnie z Halachą, gdy Żyd »zostawia ludzi i ziemię wrogowi, jak [to] zrobił Rabin, musi zostać zabity. Studiowałem Halacha całe moje życie. Kiedy w niego wymierzyłem to tak gdybym strzelał do terrorysty« i dodał, że to co zrobił zrobione zostało w imię jego ludzi, ziemi i Tory”xxxiv. A jak bardzo zakorzenione są wśród wielu Izraelczyków skrajne poglądy i nienawiść do nie-Żydów może zaświadczyć postawa Hagai Amira – brata zabójcy izraelskiego premiera, który wychodząc „na wolność po odsiedzeniu 16 lat w więzieniu za współudział w tamtej zbrodni” oświadczył: „Niczego nie żałuję. Jestem dumny z tego, co zrobiłem”xxxv. Dlatego dobrym podsumowaniem fanatyzmu, jaki zawładnął większością Izraelczyków mogą być słowa prof. Finkelsteina, który w 2009 r. stwierdził: „Wydaje mi się, że Izrael […] jest w stanie szaleństwa, jest państwem obłąkanym. I musimy być uczciwi w stwierdzaniu tego. Gdy reszta świata pragnie pokoju, gdy Europa pragnie pokoju, gdy Stany Zjednoczone pragną pokoju – ten kraj pragnie jedynie wojny, wojny i wojny. W pierwszym tygodniu masakry, dochodziły z izraelskiej prasy doniesienia o tym, że Izrael nie chce wycofać swoich sił lądowych, ponieważ przygotowuje się do napaści na Iran. Potem mieliśmy doniesienia, że planuje atak na Liban. To jest kraj w stanie szaleństwa”.

 

Na koniec wypada się rozprawić z „koronnym” zarzutem stawianym władzom z Teheranu, które oskarżane są o szczególnie zajadły antysemityzm i dążenie do zagłady Żydów na Bliskim Wschodzie. I jakkolwiek trudno byłoby zaprzeczyć, że „naród wybrany” nie jest darzony nadmierną sympatią przez Irańczyków, to jednak trzeba podkreślić, że nie jest to postawa odosobniona, bowiem we wszystkich krajach muzułmańskich panuje podobne nastawienie do Izraela. Iran nie jest więc szczególnym przypadkiem dotkniętym „chorobą antysemityzmu”, która ma poważne podstawy wynikające w dużej mierze z dotychczasowej rozbójniczej polityki państwa żydowskiego. Izrael zaś wykorzystuje instrumentalnie holokaust do realizacji celów politycznych, oskarżając swoich wrogów o chęć jego powtórzenia i szantażując USA wizją nowej zagłady, co skutecznie mobilizuje amerykańskich polityków do popierania izraelskich dążeń. Wyjaśnił to znakomicie Norman Finkelstein, który stwierdził, że: „Jest taki człowiek, który to wszystko wymyślił. Słynny noblista Elie Wiesel. Przed amerykańskim atakiem na Irak w marcu 2003 r. ten człowiek wybrał się do Białego Domu. Powiedział Bushowi, że należy jak najszybciej rozwalić Irak, aby powstrzymać Saddama Husajna – »nowego Hitlera«. Bush przyznał potem, że to, co powiedział mu Wiesel, pomogło mu w podjęciu decyzji. Teraz »Pan Wypożyczę Holokaust« nawołuje do zniszczenia kolejnego kraju, który może się stać »nową III Rzeszą« i dokonać »drugiego holokaustu«. Tym razem padło na Iran”xxxvi. I jak bardzo są to fałszywe argumenty niech świadczy także to, że: „Nie ma bardziej antysemickiego rządu niż saudyjski, a przecież to sojusznik USA i właściwie sojusznik Izraela. USA w sumie z czcią odnoszą się do swojego saudyjskiego partnera. Jared Kushner, zięć prezydenta Trumpa i jego doradca, który jest nowoczesnym ortodoksyjnym Żydem nie ma żadnych problemów, żeby ucinać sobie pogawędki czy przemawiać wspólnie z Saudyjczykami. USA i Izrael wspólnie współpracują z najbardziej antysemickim reżimem na świecie” xxxvii.

 

 Myślę, że w dostatecznym stopniu udowodniłem fałszywość argumentów, którymi posługują się politycy amerykańscy i izraelscy, twierdzący, że są one wystarczającym powodem do inwazji na Iran. Widać też, że poszukują oni pretekstu do konfrontacji zbrojnej, co zasugerował niedawno szef dyplomacji irańskiej Javad Zarif, który stwierdził, że prawdopodobnie Donald Trump „nie chce wojny, ale to nie wyklucza, że zostanie w nią po prostu wciągnięty”. Zdaniem Zarifa w wojnę z Teheranem może Trumpa wciągnąć »drużyna B« – w skład której wchodzi doradca prezydenta USA ds. bezpieczeństwa John Bolton i premier Izraela Benjamin Netanjahu”, bo to oni są odpowiedzialni za politykę bliskowschodnią i nie chcą negocjować z Iranem. Dlatego mogą „zaplanować incydent, który wywoła szerszy kryzys”xxxviii, co jest tym bardziej prawdopodobne, gdy weźmiemy pod uwagę oświadczenie Mike’a Pompeo, który „wyraził opinię, że USA do ataku na Iran nie potrzebują zgody Kongresu. Wystarczającą podstawą do takiego ataku byłoby specjalne zezwolenie na użycie sił wojskowych z 2001 r., które zaordynowano jeszcze po zamachu z 11 września na World Trade Center”xxxix. Dogodnym casus belli mogłoby być zablokowanie przez Iran cieśniny Ormuz mającej strategiczne znaczenie dla transportu ropy naftowej lub zaatakowanie amerykańskich oddziałów wojskowych stacjonujących w regionie. Prawdopodobieństwo takich zdarzeń w ostatnim czasie znacznie się zwiększyło, ponieważ „Waszyngton zapowiada doprowadzenie do całkowitego wstrzymania eksportu irańskiej ropy, by zmusić Teheran do zaniechania programu rakietowego oraz ograniczenia jego wpływów na Bliskim Wschodzie”xl. Na co zareagował irański generał Alireza Tangsiri, który oświadczył, że: „Zgodnie z prawem międzynarodowym cieśnina Ormuz to szlak morski i jeśli nie będziemy mogli z niego korzystać, to go zamkniemy. W razie zagrożenia nie zawahamy się nawet przez chwilę przed ochroną i obroną wód irańskich”xli. Kolejnym pretekstem może być starcie zbrojne pomiędzy oddziałami irańskimi i amerykańskimi, które może być przypadkowe, ale równie dobrze może być celowo sprowokowane. Będzie to tym łatwiejsze, ponieważ „Departamentu Stanu USA wpisał irańskie siły zbrojne – Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej na listę organizacji terrorystycznych”. Parlament irański odpowiedział zaś ustawą, która uznała „amerykańskich żołnierzy stacjonujących na Bliskim Wschodzie za terrorystów, a rząd Stanów Zjednoczonych za sponsora terroryzmu”xlii. O tym, że administracja amerykańska zmierza do konfrontacji zbrojnej może również świadczyć wysłanie do Kataru bombowców strategicznych B-52xliii oraz skierowanie na Bliski Wschód grupy uderzeniowej okrętów wojennych z lotniskowcem „Abraham Lincoln”, co zdaniem Johna Boltona ma być jasnym sygnałem dla Teheranu, że „jakikolwiek atak na interesy Stanów Zjednoczonych lub ich sojuszników spotka się z bezlitosną siłą”. Oznajmił on również, że „Stany Zjednoczone nie dążą do wojny z Iranem, ale jesteśmy w pełni przygotowani, aby odpowiedzieć na każdy atak, czy to dokonany przez pośredników, Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej, czy przez regularną armię irańską”xliv. I jakby na zamówienie 13 maja 2019 r., zaledwie kilka dni po ostrzeżeniu o możliwym ataku terrorystycznym wydanym przez Rządową Administrację Morską USA (US MARAD), która alarmowała, że „Iran może próbować zakłócać handel morski w regionie”, nieujawnieni sprawcy zaatakowali dwa tankowce saudyjskie w pobliżu wybrzeży ZEAxlv. Natomiast we wtorek 14 maja saudyjski minister energetyki Chalid al-Falih poinformował, że „dwie przepompownie ropy naftowej obsługujące rurociąg Wschód-Zachód zostały zaatakowane przez drony załadowane materiałami wybuchowymi. Do ataków przyznali się jemeńscy rebelianci Huti”. Określił ten „atak aktem terroryzmu wymierzonym w globalne dostawy ropy” oraz stwierdził, że „konieczne jest przeciwdziałanie ugrupowaniom terrorystycznym stojącym za takimi niszczycielskimi atakami, łącznie ze wspieranymi przez Iran szyickimi rebeliantami Huti”xlvi. Widać więc, że ktoś usilnie zabiega o stworzenie dogodnego pretekstu do wywołania wojny, a tymczasem Mike Pompeo objeżdża Bliski Wschódxlvii i Europęxlviii szukając poparcia dla planów wojennych prezydenta Trumpa, który podobno zamierza wysłać w rejon Zatoki Perskiej dodatkowych 120 tys. amerykańskich żołnierzyxlix.

 

W związku z narastającym napięciem pomiędzy stronami konfliktu wystarczy niewielka iskra, aby doprowadzić do wybuchu wojny, zwłaszcza, że nie brakuje podżegaczy wojennych, którzy zachęcają USA do ataku na Iran. Należą do tego grona „dwaj najwięksi donatorzy Trumpa – Sheldon Adelson i Bernard Marcus. Obaj są członkami zarządu Likudist Republican Jewish Coalition. Obaj też domagali się od Trumpa zerwania umowy z Iranem, uznania Jerozolimy za stolicę Izraela i rezygnacji z określenia Zachodniego Brzegu i Wschodniej Jerozolimy za tereny okupowane przez Izrael. Adelson ze swojej strony opowiadał się nawet za wystrzeleniem broni nuklearnej przeciwko Iranowi jako »taktyki negocjacyjnej«, grożąc stolicy Iranu zniszczeniem. Równie krytyczny  i wojowniczy wobec Iranu jest współzałożyciel Home Depot, Bernard Marcus, który uznał Iran za »diabła«”l. Motywuje ich do tego premier Netanjahu, który podczas wystąpienia w Monachium powiedział: „Izrael nie pozwoli, żeby reżim [irański] założył nam na szyję pętlę terroru. Jeśli będzie taka potrzeba, podejmiemy akcję nie tylko przeciw wspieranym przez Iran siłom, ale także przeciw samemu Iranowi”. Nie widać też na razie dobrej woli, aby można było rozwiązać ten spór na drodze pokojowych negocjacji, bowiem prezydent Trump cały czas zwiększa presję na Iran i jednocześnie stawia nowe warunki, które Teheran powinien jego zdaniem zrealizować. Pomimo tego, że Irańczycy zastosowali się do porozumienia z 2015 r. i ograniczyli swój program atomowy, to Amerykanie żądają teraz nowej umowy, która ma obejmować zatrzymanie programu budowy balistycznych pocisków rakietowych i powstrzymanie irańskiego zaangażowania militarnego w całym regionie. „Teheran twierdzi, że rozwija technikę rakietową wyłącznie w celach obronnych, do czego ma prawo, a ponadto konstrukcja jego pocisków balistycznych wyklucza instalowanie w nich głowic jądrowych”, ale administracja amerykańska jest głucha na te argumenty, ponieważ słucha podszeptów „wypróbowanego przyjaciela” Netanjahu. Poza tym Trump, który zdaniem Michaela Wolffa cierpi na „brak zrozumienia dla zależności przyczynowo-skutkowych”, najwyraźniej nie rozumie całej złożoności stosunków panujących na Bliskim Wschodzie. Potwierdza to opinia byłego amerykańskiego dyplomaty Jamesa Dobbinsa, który współpracował w Afganistanie z Irańczykami i uznał decyzję o zerwaniu porozumienia jądrowego za bardzo złą oraz porównał ją do tej dotyczącej inwazji USA na Irak w 2003 r. Jego zdaniem „decyzja ta izoluje Stany Zjednoczone, uwalnia Iran, unieważnia amerykańskie zaangażowanie, zwiększa ryzyko wojny handlowej z sojusznikami Ameryki i gorącej wojny z Iranem, a także zmniejsza szanse na wyeliminowanie zagrożenia nuklearnego ze strony Korei Północnej”li.

 

Wojciech Podjacki

 

https://www.defence24.pl/premier-izraela-moj-kraj-jest-gotowy-do-dzialania-przeciw-iranowi

 

ii https://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/netanjahu-iran-klamal-rozwijal-w-tajemnicy-program-nuklearny,833691.html

 

iii https://wiadomosci.onet.pl/swiat/donald-trump-oglosil-ze-wycofa-usa-z-porozumienia-nuklearnego-z-iranem/4pj9mw1

 

iv https://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/trump-o-iranie-morderczy-rezim-pompeo-decyzji-jeszcze-nie-ma,833109.html

 

https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/swiat/1747404,1,izrael-i-usa-zaczynaja-ofensywe-przeciw-teheranowi-bedzie-z-tego-wojna.read

 

vi https://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/maea-iran-przestrzega-ustalen-paktu-nuklearnego,912133.html

 

vii J. J. Mearsheimer, S. M. Walt, Izraelskie lobby w USA, Warszawa 2011, s. 92–93.

 

viii https://www.rp.pl/Polityka/180839952-Netanjahu-grozi-Iranowi-uzyciem-broni-jadrowej.html

 

ix J. J. Mearsheimer, S. M. Walt, dz. cyt., s. 92–93.

 

x Tamże, s. 320.

 

xi Tamże, s. 257–258.

 

xii https://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/arabia-saudyjska-media-reaktor-nuklearny-bliski-ukonczenia,924511.html

 

xiii https://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/iran-oskarza-regionalne-mocarstwa-o-podejrzane-projekty-nuklearne,918021.html

 

xiv https://wiadomosci.onet.pl/swiat/donald-trump-oglosil-ze-wycofa-usa-z-porozumienia-nuklearnego-z-iranem/4pj9mw1

 

xv https://www.academia.edu/35594207/Od_rewolucjonistów_do_kondotierów._Wzlot_i_upadek_Mudżahedinów_Ludowych

 

xvi https://wiadomosci.wp.pl/ludowi-mudzahedini-w-warszawie-kim-sa-protestujacy-iranczycy-6349366332397697a

 

xvii https://www.wprost.pl/swiat/10191029/krwawy-zamach-terrorystyczny-w-iranie-tamtejsze-msz-wiaze-go-z-konferencja-w-polsce.html

 

xviii http://www.radiomaryja.pl/informacje/eksperci-katar-arabia-saudyjska-wspomagaja-terrorystow/

 

xix https://pl.wikipedia.org/wiki/Wahhabizm

 

xx https://www.rp.pl/Terroryzm/170709624-Raport-Home-Office-Arabia-Saudyjska-finansuje-ekstremistyczne-organizacje-w-Wielkiej-Brytanii.html

 

xxi https://www.defence24.pl/terroryzm-i-salafizm-wyzwania-dla-polski-tu-i-teraz

 

xxii https://kresy.pl/wydarzenia/newsweek-dlaczego-trump-uzna-arabii-saudyjskiej-panstwo-sponsorujace-terroryzm/

 

xxiii https://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/nimr-al-nimr-sciety-reakcje-iranu-i-szyitow-w-regionie,607522.html

 

xxiv https://www.wprost.pl/swiat/521489/arabia-saudyjska-walczy-o-prawa-czlowieka-w-onz-ale-zetnie-i-ukrzyzuje-20-latka.html

 

xxv https://www.gazetaprawna.pl/artykuly/1181765,ustawa-o-izraelu-jako-panstwie-zydowskim.html

 

xxvi https://www.tvp.info/41691540/netanjahu-izrael-nie-jest-panstwem-wszystkich-swoich-obywateli

 

xxvii J. J. Mearsheimer, S. M. Walt, dz. cyt., s. 112.

 

xxviii https://wolnemedia.net/raport-onz-uznaje-izrael-za-panstwo-rasistowskie/

 

xxix https://zagner.blog.polityka.pl/2019/02/28/izrael-podejrzewany-jest-o-zbrodnie-wojenne-w-gazie/

 

xxx https://www.newsweek.pl/swiat/finkelstein-izrael-nigdy-nie-mial-duszy/b9zdlk5

 

xxxi https://www.gazetaprawna.pl/artykuly/1142659,usa-wycofuje-sie-z-rady-praw-czlowieka-onz.html

 

xxxii J. J. Mearsheimer, S. M. Walt, dz. cyt., s. 113.

 

xxxiii https://www.pch24.pl/70-lat-panstwa-izrael--co-sie-dzieje-na-bliskim-wschodzie-,60294,i.html

 

xxxiv http://www.izrael.badacz.org/historia/autonomia_zabicie_rabina.html

 

xxxv https://www.wprost.pl/swiat/320319/morderca-premiera-izraela-jestem-dumny-z-tego-co-zrobilem.html

 

xxxvi https://dorzeczy.pl/54549/Nie-wolno-zarabiac-na-Holokauscie.html

 

xxxvii https://wpolityce.pl/polityka/382435-nasz-wywiad-prof-norman-finkelstein-izrael-wykorzystuje-zmiany-w-polskim-prawie-aby-po-raz-kolejny-zagrac-karta-holokaustu?strona=1

 

xxxviii https://www.rp.pl/Polityka/190429711-Szef-MSZ-Iranu-Javad-Zarif-Izrael-moze-wciagnac-Trumpa-w-wojne-z-Iranem.html

 

xxxix https://nczas.com/2019/04/19/swiat-na-krawedzi-wojny-usa-moga-zaatakowac-iran-nawet-bez-zgody-kongresu/

 

xl https://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/iran-doradca-chamaneia-nie-zwiekszymy-zasiegu-naszych-rakiet,904740.html

 

xli https://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/usa-blokuja-eksport-ropy-iran-grozi-blokada-ciesniny-ormuz,929644.html

 

xlii https://wiadomosci.wp.pl/kontrowersyjna-ustawa-w-iranie-uznano-armie-usa-za-terrorystow-6376178253211777a

 

xliii https://wiadomosci.wp.pl/bombowce-usa-wyladowaly-w-katarze-jest-zagrozenie-ze-strony-iranu-6379426885564033a

 

xliv https://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/usa-skierowaly-okrety-wojenne-i-bombowce-na-bliski-wschod,933008.html

 

xlv https://www.rmf24.pl/fakty/swiat/news-arabia-saudyjska-dwa-tankowce-uszkodzone-podczas-ataku-sabot,nId,2987953

 

xlvi https://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/arabia-saudyjska-atak-dronow-na-przepompownie-ropy-naftowej,935688.html

 

xlvii https://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/mike-pompeo-z-niespodziewana-wizyta-w-bagdadzie,933690.html

 

xlviii https://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/bruksela-mike-pompeo-spotkal-sie-z-federica-mogherini-i-przedstawicielami-nato,935319.html

 

xlix https://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/nyt-usa-wysla-120-tysiecy-zolnierzy-na-bliski-wschod-trump-zaprzecza,935558.html

 

https://www.pch24.pl/donald-trump--iran-i-lobby-zydowskie--co-naprawde-kieruje-geostrategia-usa-,60156,i.html

 

li Tamże.

KOMENTARZE

  • @Arjanek 09:05:01
    Z czym masz problem :)?
  • @Arjanek 09:05:01
    Masz jakiś problem z oczytaniem autora?
  • @LOSPolska 09:18:09
    Tu dużo podludzi na Neon24 ma z czymś problem a jest nim problem z mierną osobowością.

    Ponadto, chodzi tu o ropę bo własna USA jest na wyczerpaniu.
    Można o tym poczytać w końcowej części tego Referatu: https://nke21.neon24.pl/post/148682,tajny-referat-z-okazji-rocznicy-zakonczenia-wojny
  • @LOSPolska
    Przede wszystkim dziękuję Panu za olbrzymi wkład pracy, potrzebny do napisania tego artykułu. Rzadko się ostatnio zdarza na neon24 przeczytać tekst na dobrym poziomie intelektualnym w sferze logiki wywodu i operujący odwołaniami do wykorzystanych źródeł.

    Jeżeli oczekuje Pan merytorycznej dyskusji pod tekstem, to sugeruję zablokowanie możliwości pisania osobom piszącym nie na temat lub od rzeczy, bo jak Pan widzi powyżej już nastąpiła pierwsza próba wykolejenia bądź wrogiego przejęcia dyskusji pod tekstem.

    Odnośnie problematyki poruszanej w Pana tekście (także części pierwszej), uważam że wstrzymanie programu nuklearnego przez Iran było tragicznym błędem tego państwa jeśli miał szansę ukończyć prace zanim USA zdoła przygotować się do wojny i stworzyć odpowiedni międzynarodowy klimat dla operacji militarnej. Każde państwo, które jest postrzegane przez "Izrael"* jako wrogie bądź niebezpieczne jest niszczone w identyczny sposób: izolacja międzynarodowa (pod pretekstem produkcji BMR lub "łamania praw człowieka"), sankcje gospodarcze mające na celu wyniszczenie ekonomiczne i przez to osłabienie konwencjonalnych zdolności obronnych. Państwa, które pójdą na współpracę bądź ulegną naciskom nie unikną katastrofy, o czym dobitnie świadczą przykłady Libii i Iraku. Korea Północna miała szczęście, że zdołała wyprodukować broń jądrową i środki przenoszenia zanim globalne państwo bandyckie było w stanie się nimi zająć.

    Dla Polski tragiczne jest to, że musimy występować jako sojusznik dwu-państwa bandytów. Wszystko dlatego, że Polacy są zbyt ogłupieni, by pozbyć się antypolskich elit rządzących.
    ____________
    *Dlaczego powyższe piszę pomijając USA? Bo USA nie jest suwerennym państwem, tylko narzędziem realizacji interesów globalnej diaspory żydowskiej, którą powyżej określiłem jako "Izrael" (kiedyś tym terminem określano właśnie światową diasporę żydowską). Od czasów Kennedy'ego trwała wymiana białych elit politycznych na elity żydowskie, która zakończyła się w czasach prezydentur Busch-ów.
  • @Autor
    Prawdopodobnie dojdzie do ataku na Iran.
    Raczej punktowo.
    Odzewem będą ataki rakietowe na Izrael.
    I... pytanie, co dalej?
    Jeśli uda się USRaelowi wciągnąć kraje regionu i Polskę - to będzie światowa hekatomba ofiar. Dlatego zadaniem myślących jest przeciwstawić się takim planom.
    Wtedy - po wymianie ciosów - strony trochę się uspokoją. A i tak z Izraela niewiele zostanie.
    I oby na tym się skończyło.
  • @Arjanek 10:03:13
    "Bojkotować wybory!"

    sam się zbojkotuj Kolego
  • @MacGregor 12:02:12
    ,, Bojkotować wybory,, w tłumaczeniu na język ludzki znaczy ,,nie idźcie w Niedzielę do urn i nie glosujcie na Konfederację,,.
  • Prawda jest taka - jeżeliby
    światowy, czarci pomiot chciał zniszczyć Iran militarnie - toby to już dawno zrobił. Niby kto zapodał Iranowi Kiedyś Chomeiniego - aby ten cofnął ów Iran w rozwoju?
    Wniosek?
    Czasami gonienie króliczka jest ważniejsze od jego złapania.
  • @Krzysztof J. Wojtas 11:32:56
    "Prawdopodobnie dojdzie do ataku na Iran.
    Raczej punktowo."

    Bardzo wątpliwe. Iran to nie Irak z 2003 roku.

    Iran jest znacznie większy, pokryty górami, rząd szyicki tak jak większość ludności, armia przygotowana i chętna do wojny.

    Celem Stanów jest "zmiana reżimu" od środka a nie frontalny czy "punktowy" atak.
  • @zbig71 12:27:44
    "Bojkotować wybory,, w tłumaczeniu na język ludzki znaczy ,,nie idźcie w Niedzielę do urn i nie glosujcie na Konfederację,,."

    Dokładnie.
  • WPS
    Publikujemy niżej niezwykle interesujący esej autorstwa Wojciecha Podjackiego, przewodniczącego partii Liga Obrony Suwerenności. Przytoczone w eseju informacje są na tyle kompleksowe i wartościowe merytorycznie i stanowią punk wyjścia do koniecznej refleksji nad stosunkami Polski z Izraelem  z punku widzenia bezpieczeństwa nie tylko naszego kraju, ale i bezpieczeństwa globalnego, że prosimy Autora za wyrozumiałość wobec faktu, że nie zwróciliśmy się do Niego z oficjalną prośbą o zgodę na przedruk tekstu. 

    Wyrażamy zarazem uznanie za wkład pracy oraz wdzięczność za udostępnienie Polakom wiedzy na temat tak istotnych kwestii. 

    PZ

    za: https://wiernipolsce1.wordpress.com/2019/05/20/podzeganie-do-wojny-z-iranem/
  • @stanislav 13:37:01
    Dzięki! :)
  • WPS
    https://wiernipolsce1.wordpress.com/2019/01/24/deklaracja-w-sprawie-konferencji-dotyczacej-bliskiego-wschodu/

    https://wiernipolsce1.wordpress.com/2019/02/21/zydowski-szowinizm-w-pelnej-krasie-nic-lepszego-nie-moglo-sie-nam-przytrafic/

    https://wiernipolsce1.wordpress.com/2019/02/20/bojkot-zydowskich-produktow-i-uslug-patriotycznym-obowiazkiem-polaka/

    https://wiernipolsce1.wordpress.com/2019/02/19/to-nie-jest-polski-rzad-to-jurgieltnicy/
  • @jan
    PRZEKLĘTY MĄŻ KTÓRY POKŁADA NADZIEJE W CZŁOWIEKU I KTORY W CIELE UPATRUJE SWA SIŁE A OD JAHWE ODWRACA SWE SERCE [ Ksiega Jeremiasza 17-5 Biblia Tysiaclecia Wyd II Poprawione 1972 ]
    Ponizszy tekst ,,Przeciw Wojnie ,, napisany ponad 20 lat temu [ uzupelniony kilka lat temu],domyslnie zakladadał ze zebrane argumenty i wypowiedzi na ta ten przerazajacy aspekt naszej zeczywistosci jakim sa niekonczace sie wojny, i militaryzm [ Ilosci paliw jakie zmarnotrawiono od poczatku ich uzytkowania i przeznaczono na calosciowy rozwoj militaryzmu i prowadzonych wojen starczyla by ludzkosci na darmowa uprawe ziemi na okres 5 tys lat a srodki wydawane globalnie przez ludzkosc obecnie na zbrojenia to sumy rzedu 10 bilionow rocznie ] pozwoli wielu ludzią na głebsza refleksje i zastanowienie. Wielokrotnie na ruzne sposoby kolportowany i rozsyłany nie spotkal sie jednak z wiekszym zainteresowaniem.Przecietny czlowiek ma dzis niestety,, malo czasu,, uwiklany w tysiace celow i działań Ten problem wymagal by odrobiny zastanowienia i rezygnacji z podsuwanych form rozrywki i spedzenia czasu. Duzo łatwiej jest właczyc telewizor,wypierajac ze świadomosci wszelkie mysli mogace powodowac niepokój lub tez kwestionujace nasze osobiste status xwo [np zawodowe ]. Mozna by zec niedawno zaczełem miec pewnosc w niemożnosc przemiany swiata wysilkiem ludzi w dzialaniach opartych o prawa ludzkiego rozumu [ watpliwosci byly od dawna] poniewaz mechanizmy zachowawcze utwierdzone biologicznie i genetycznie nie pozwola na inny oglad rzeczywistosci sporej czesci ludzkosci poza tym tkwiacym w naszej osobowosci i bedacym wynikiem doswiadczenia .Tym samym zrozumiałem ze walka o Pokoj jest tak naprawde walka z samym Bogiem bo przeciez wojna jest ostatecznym finałem i konsekwencja naszego codziennego zycia i postaw jakie przyjmujemy w naszym fizycznych dzialaniach i potrzebach jakie tworzymy w ramach prawa przyczyny i skutku to ze nie dostrzegamy najczesciej powiazan nie znaczy ze ich niema [ np lekarz aplikujacy ,,leki ,,co do ktorych dobrze wie ze sa to trucizny albobardziej banalne nasze zainteresowania sportem,motoryzacja kosmetykami itp] Wojnie wiec nie mozna zapobiec walczac tylko z tym koncowym skutkiem [ Bardzo logicznie i skladnie uzasadnia to Platon w dziele ,,Panstwo tom 1ponad 2,5 tys lat temu definiujac wojne jako konsekwencja nieumiarkowania w tworzeniu potrzeb zbednych i niekoniecznych ] jakim jest militaryzacja swiata. Doszlem wiec do wniosku ze nie mozna liczyc na swiadomosc i jej wzrost w znaczacej skali spolecznej,przekonałem sie ze priorytety ludzi sa tak ruzne i rozbiezne w stosunku do prawdy ze nie mozna liczyc w jakiejkolwiek przyszłosci na konsensus nawet w kwestiach tych najwazniejszych. Udostepniam ten tekst po raz ostatni by wskazac na blednosc takiej drogi ktora pomija Tego Ktory Jest i Ktory dal wskazowki jak zyc w pokoju nie tworzac zarzewia wojny w postaci prostych zasd i regół religjijnych zawartych w Bibli.Zasady te nie sa rozbiezne z analiza naukowa one potwierdzaja ja w calej rozciaglosci [patrz np Schumacher ,,Male Jest Piekne,, albo Miszchan ,,Spór o Wzrost Gospodarczy ,,] W ksiedze Izajasza 49 -17 tak to zostalo ujete [ w Katolickiej Bibli Tysiaclecia 2 Wyd ]-,, Jam jest Jahwe twój Bóg ,kierujacy toba na drodze ktora kroczysz pouczajacy cie o tym co pozyteczne.: gdybys zwazal na me przykazania stalby sie twój pokój jak rzeka a sprawiedliwosc twoja jak morskie fale... Byc moze stoimy przed mozliwoscia wybuchu kolejnej wojny by realizowac dalej skrajnie konsumpcyjny nasaczony pseudo wygoda niesprawiedliwoscia i hedonizmem model zycia prowadzacy do wojny. Nie jestesmy juz w stanie zatrzymac upadku i bo ramy i struktury jakie przez wieki budowalismy sa ze swej natury wynikajecej z nas samych destruktywne zaborcze, ekspansywne i przepelnione agresja. Rozwiazaniem bolaczek swiata jest posluszenstwo Prawdzie a drugi rozdzial Biblijnej Ksiegi Izajasza wskazuje jak sie to dokona na koncu czasu . Słowa Jezusa z Nazaretu posłanca Jahwe ,,Szukajcie wpierw Krolestwa Bożego i jego sprawedliwosci a wszystko inne bedzie wam dodane ,, sa najwyzszym z mozliwych imperatywem logiki prawdy jaki mozemy ogarnac umyslem.To wszystko co dzis osiagamy na drodze walki i zniszczenia samych siebie rowniez stalo by sie blachostka [ wszystko bylo by nam dodane ] gdyby poszukiwanie tego królestwa postawiono na pierwszym miejscu jako zasadniczy cel ludzkich dazen i poszukiwan.Niestety wiekszosci ludzi obce jest poszukiwanie prawdy .Osobiscie wierze ze to Królestwo Boze zaistnieje [ Ksiega Izajasza i Daniela ] niezaleznie od tego ze sa ludzie ktorym obcy jest ten Boży plan To co moge dzis powiedziec to slowa jakich uzył Jezus-,,NIECH SIE DZIEJE WOLA TWOJA JAKO W NIEBIE TAKO NA ZIEMI,, w intencjach i mozliwosciach ludzi niema juz nadzieji.




    PRZECIW WOJNIE "A jeżeli chcecie położyć kres gwałtom i przemocy, jeżeli chcecie położyć
    kres wojnom, to ile z siebie chcecie dać? Czy nie obchodzi was to, że bierze
    się waszych synów do wojska, tam zniewala ich umysły a potem posyła na rzeź?
    Na Boga, jeżeli to was nie porusza to co was obchodzi!?.... Troska o
    pieniądze?..... Miłe spędzenie czasu.....?"

    Juidu Krisznamurti

    Historia ludzkości to pasmo przemocy i agresji, a okresy Pokoju to etapy przygotowań do następnych wojen. Ilość ofiar jako konsekwencja pospolitych zbrodni i bandytyzmu to nic nie znaczące epizody w stosunku do ilosci ofiar wojen wywołanych i prowadzonych przez rządy na mocy przymusu wynikającego z tzw. "prawa". Tym, co umożliwia władzy prowadzenie agresji militarnych jest totalne zniewolenie człowieka i jego zastraszenie prowadzące do tego, że człowiek taki bez szemrania wykonuje każdy rozkaz i polecenie oddzielając je od kontekstu moralnego, tłumiąc sumienie. A przecież już Monteskquieu pisał :" Ślepe posłuszeństwo jest wyrazem ciemnoty u tego, który słucha jak i u tego, który rozkazuje, nie mogą oni wątpić, rozumować, roztrząsać, muszą jeno chcieć!" Świadomość społeczeństw została przytępiona poprzez indoktrynację, która w najpełniejszy sposób realizowana jest w państwowych programach służalczej edukacji szkolnej już od najmłodszych lat. Dlatego ludziom w wieku dorosłym tak trudno uwolnić się od pojmowania świata z podziałem na „swój i obcy”, tym bardziej trudno, że często, jak pokazuje historia, rządy, aby uzasadnić potrzebę istnienia armii i rządów, celowo wywołują poprzez działania militarne, prowokacje i akty terrorystyczne psychozę zagrożenia, aby uzyskać przyzwolenie społeczeństw do uprawomocnienia swych działań wymierzonych tak naprawdę przeciw społeczeństwu. Jedyne, co może zmienić obecną sytuację to przerwanie milczenia w tej istotnej kwestii ludzkiej egzystencji. Należy przerwać milczenie i powiedzieć wprost, czym jest militaryzm, służba wojskowa i pojęcia które współtworzą całą teologię agresji i przemocy. Ludzie jako jednostki nie czują do siebie nienawiści będąc członkami różnych narodów, staje się tak dopiero, gdy rządowa propaganda poprzez media i inne środki indoktrynacji stworzy motyw nienawiści i potrzebę agresji. Dobrym przykładem jest tu front I wojny światowej, gdy żołnierze stron walczących grali z sobą w piłkę, lub pozowali do wspólnych fotografii, by za chwilę stawać przeciw sobie w zbrodniczym powołaniu na mocy tzw. rozkazu i groźby sądu wojennego. W prosty sposób na pytanie, dlaczego istnieje tyle wojen i agresji odpowiadają słowa polskiej piosenki - "Ty mówisz o Pokoju, czy ty nie widzisz, że są tacy, co chcą abyśmy nienawidzili się". Są więc ludzie którzy uzależnili swoje życie od istnienia instytucji militarnych i na zasadzie ciągłości będą dążyli do utrzymania obecnego status quo. Przez setki lat poprzez związanie ludzi nakazami prawa i obowiązku doprowadzono do sytuacji, że nawet ludzie całkowicie wolni od wewnętrznej agresji traktują podporządkowanie instytucjom wojny jako powinność wynikającą ze słuszności. Instytucje przemocy i agresji wrosły w tkankę społeczeństw i dlatego tak trudno ludziom oddzielić je od tego, co dobre i potrzebne. Jest to jednak konieczność i wyzwanie czasu. Zakwestionowanie zasadności istnienia instytucji militarnych nie może być równoznaczne z odrzuceniem struktur społecznych w ogóle czy instytucji koordynujących ludzkie działania i porządkujących zachowania negatywne. Jest tylko -jak powiedział Lew Tołstoj - odrzuceniem instytucji, które służą zniewoleniu człowieka. Dużą trudnością obecnie jest panujący relatywizm ocen, który powoduje, że nawet ludzie dobrego serca służbę w wojsku traktują jak każdą inną pracę, często znajdując się tam w wyniku konsekwencji wielu życiowych uwarunkowań np.: braku innej pracy, możliwości kariery, przy jednoczesnym braku świadomości, że ten rodzaj życiowej aktywności nie służy dobru, a jest tylko sytuacjonizmem niegodnym człowieka świadomego. Rządy, aby utrzymywać struktury militarne i produkcję sprzętu zbrojeniowego, okradają narody z olbrzymich środków, które mogłyby zostać spożytkowane na opiekę zdrowotną, szkolnictwo, ochronę środowiska i wiele innych pożytecznych rzeczy. Wiele problemów i społecznych patologii to dalsze konsekwencje militaryzmu, logiki walki, współzawodnictwa i wynikającego z tego systemu gospodarczego.

    Samo światowe lotnictwo wojskowe, od 1945 roku do 1990 zużyło paliw przy skromnym wyliczeniu, które światowe rolnictwo mogło darmo wykorzystać przez kolejne 450 lat, a ilością sprzętu zaangażowanego w służbę zabijania można by zaspokoić wszelkie potrzeby związane z ludzką egzystencją. Jeden samolot nowej generacji to 30 mln dolarów, samolot typu Awacs to 160 mln. dolarów, atomowy okręt podwodny to już miliardy. Nie ma tu żadnego znaczenia, jaki kraj wydaje te środki na zbrojenia, bo żyjemy w świecie gdzie wszystko jest współzależne i na każdego człowieka na Ziemi spada ciężar zbrojeń. Co roku na ziemi z głodu i niedożywienia umiera 20 milionów dzieci, tona pszenicy kosztuje 160 dolarów, nietrudno zatem przeliczyć, że niewielka ilość środków, które angażowane są przez światowy militaryzm - rządy i posłuszne im rzesze najemników mogłaby zaspokoić potrzeby biednych i rozwiązać wszystkie potrzeby socjalne świata i wszystkie przyczyny konfliktów.

    Osobnym problemem wynikającym z militaryzmu są koszty pośrednie związane z utrzymaniem całego aparatu państwowej biurokracji, która pośrednio służy militaryzmowi, wymuszając na społeczeństwach środki finansowe na utrzymanie tych pasożytniczych instytucji. Ciągła rozbudowa tych struktur będąc celem samym w sobie przebiega równolegle z procesem ciągłego ograniczania wolności społeczeństw tylko po to, aby były one służebne wobec tych struktur. Czyniąc z rzesz milionów ludzi współczesnych niewolników poprzez tysiące zależności i powinności narzuconych przez mechanizmy fiskalne, prawne, kulturę i reklamę, oraz poprzez bazujący na jednostkowym egoizmie tak zwany rozwój i wzrost gospodarczy, proces ten ma na celu jedno- pozyskanie coraz większych środków na utrzymanie całego i ciągle się rozbudowującego aparatu władzy i państwowej biurokracji. Lew Tołstoj ujął to w słowach " jej pomocników i pomocników jej pomocników". Problemy społeczne będące tego konsekwencją pokazuje się, jako mające inne zupełnie przyczyny pomijając tę zasadniczą, jaką jest pochłaniający wszystko aparat państwa i jego główni sprzymierzeńcy tj. nauka, kultura, edukacja i media. " Władza ciemięży i zniewala a możni je wyzyskują" powiedział Jezus z Nazaretu ( Biblia Tysiąclecia, II wydanie). Czasy obecne charakteryzuje totalność tego zjawiska przy wykorzystaniu niewiedzy tych, którzy czynią to innym własnymi rękoma. Często bowiem „dobre serce” ma człowiek, który będąc urzędnikiem wykonuje i egzekwuje tylko prawo, organizując np. pobór do wojska, czy wyszukując środki na utrzymanie tego zwyrodniałego systemu. Dążyć do pokoju to również rozważać to wszystko, całe zjawisko przemocy dokonujące się w czasie Pokoju, bo wojna to również dalsza konsekwencja tych zjawisk. System korzyści materialnych i innych przywilejów służy realizacji partykularnych interesów "elit".
    Upadek systemu socjalistycznego i koniec zimnej wojny pokazał, że mimo odejścia zagrożenia ludzie żyjący z wojny sami nie zrezygnują ze swego nieludzkiego powołania. Po części dlatego, że produkcja i handel bronią to potężny przemysł i olbrzymie pieniądze ( Międzynarodowy Syndykat Zbrodni), warto więc poprzez prowokacje, akty terrorystyczne i utrzymywanie wojskowych dyktatur wywoływać wojnę i utrzymywać sztuczny stan zagrożenia niż zmierzać ku Pokojowi.

    Tekst ten jest również adresowany do ludzi pracujących w przemyśle zbrojeniowym by zrozumieli, że to, co robią jest nieludzkie, że jest ich praca taką samą zbrodnią jak bezpośrednie popieranie zbrodni militaryzmu.

    Argument, że niejako przy okazji rozwoju techniki wojskowej dochodzi do cywilnych zastosowań tych badań, jest niegodny człowieka myślącego, tak jakby badania służące dobrym celom nie mogłyby być celem samym w sobie. Na pewno wielu ludzi, którzy tworzą struktury militarne nie przekona żadna argumentacja, jednak należy wierzyć, że takich będzie mimo wszystko niewielu. Od większości i od ich postawy zależy więc stan świata, bo tylko milczące przyzwolenie tej większości pozwala trwać temu układowi rzeczy. Obecna rzeczywistość jest układem patologicznej równowagi opartej o przemoc, ucisk i zniewolenie i kiedy od tego odejdziemy, to miejsce musi zająć BRATERSTWO, zaufanie, zaangażowanie, życzliwość i wyrozumiałość, czyli to wszystko, czego uczy większość religii świata pod pojęciem MIŁOŚCI.

    Co można powiedzieć ludziom uwikłanym materialnie i ambicjonalnie w struktury militarne? Wszak są często uzależnieni w całym wymiarze ich świadomości. Możemy zrozumieć ich, ich lęki i obawy, zależność od pensji, kariery i mieszkania.
    Należy im jednak powiedzieć wprost - Odstąpcie od tej barbarzyńskiej profesji, a Ziemia da wam wszystko, co potrzebujecie, niczego wam nie ubędzie, bo dosyć jest wszystkiego. Trzeba tylko odejść od zarozumiałego i egoistycznego pojmowania świata. Obecne problemy ludzkości to konsekwencja egoizmu i z niego wypływającej źle ukierunkowanej aktywności jednostek. Militaryzm jest na tej liście na pierwszym miejscu, jest największym złem, od tego, czy ludzie porzucą zbrojenia i rozwiążą armie zależy przyszłość cywilizacji ludzkiej. prędzej czy później będzie to „być albo nie być” dla wszystkiego co żyje na naszej Ziemi. Jeżeli mamy istnieć będziemy musieli dokonać rozdziału tych, którzy pragną Pokoju od tych, którzy pragną wojny, choć będzie to na pewno trudne i bolesne, i każdy z osobna wyboru tego będzie musiał dokonać. Ludzie o niskich pobudkach nie mogą przecież w nieskończoność być wyznacznikami naszej drogi ku przyszłości. Na pewno drogą do Pokoju nie jest przemoc militarna, bombardowania, eksterminacja narodów, przemoc ekonomiczna dokonująca się obecnie w wielu regionach świata, choć w wielu deklaracjach polityków pada argument walki o pokój i dobro. To wszystko czynią ludzie wojny, choć zasłaniają się Bogiem i Prawdą.

    Jak pisał Eric Weil: "Najbardziej samowolna tyrania szermować będzie słowami o godności, wolności i wyzwoleniu człowieka, aby narzucić rozwiązania, których skutkiem moralnym jest zapomnienie samego pojęcia WOLNOŚCI, a których konsekwencje techniczne zaprzeczają podstawowemu celowi polityki jakim winien być Pokój.”
    Możliwe, że długo jeszcze nie wyzbędziemy się jednostkowej agresji w życiu społecznym, ale jest ona mniej istotna w stosunku do konsekwencji istnienia zorganizowanych struktur militarnych. W. Bukowski powiedział kiedyś ,"Że władza nie rodzi się z broni, czołgów, czy bomby atomowej i na nich się opiera. Władza rodzi się z pokory człowieka i zgody na posłuszeństwo". W tym samym tonie wypowiedział to Gandhi: "Każdy, kto podporządkowuje się niesprawiedliwemu prawu ponosi odpowiedzialność za to wszystko, co jest tego konsekwencją. Toteż, jeżeli prawo i sprawiedliwość są w konflikcie musimy wybrać sprawiedliwość i nieposłuszeństwo wobec prawa", i dalej "Nieposłuszeństwo obywatelskie jest niezaprzeczalnym prawem każdego obywatela. Rezygnując z niego przestaje się być człowiekiem. Tym, co pozwala władzom państw bezkarnie wszczynać wojny, rujnować domy i zabijać miliony ludzi jest lęk, aby cywilizacja ludzka doznała ukojenia Pokojem, ten lęk trzeba pokonać i zdecydowanie pozbawić władzy-prawa tworzenia armii i wszczynania wojen". W tym temacie O.Vial pisał -"Posłuszna, służalcza ludność, czy to skrępowana strachem, czy pokonana perswazją jest zawsze najlepszym sprzymierzeńcem władzy. Opinia publiczna uczy się rezygnacji i przychodzi totalizm, odtąd mówić prawdę nie oznacza już tylko i wyłącznie sprzeciwianie się władzy, ale również zwalczanie powszechnej milczącej bierności, łamiąc powszechne prawo niemych i nie ulegając uznanemu porządkowi ślepych. Mówić prawdę znaczy zakłócać spokój społeczny i wywoływać publiczne potępienie.” Największy z ludzi - Jezus z Nazaretu powiedział swym uczniom: "Świadczenie o źle tego świata wywoła nienawiść". Możliwe, że będzie tak i teraz, bo dla wielu zatwardziała nieprawość przyobleczona w szatę społecznych norm i kultury jest sposobem na życie i za wszelką cenę będą chcieli to utrzymać. Po stokroć większą zbrodnią jest zmuszanie czy prowokowanie innych , np. bezwolnych żołnierzy, do zabijania, tak właśnie robią politycy i ci, którzy im pomagają w ramach prawa. Tym, co umożliwia manipulacje społeczeństwem jest przekonanie, które wtłaczano narodom o własnej odrębności, wyższości, wytyczając granice interesów. Musimy się uwolnić od tego patriotyzmu, który Gandhi zdefiniował najpełniej nazywając go "podłym interesem narodowym". Z kolei jeden z najwybitniejszych myślicieli XX w. Max Horhaimer tak pisał o tym wynaturzonym poglądzie - "Całe ich życie jest ciągłym wysiłkiem poniżania natury zewnętrznej i wewnętrznej i utożsamiania się z jej surogatami : rasą, ojczyzną, wodzem, kulturą i tradycją. Wszystkie te słowa oznaczają dla nich nieodpartą realność wymagającą szacunku i posłuszeństwa". Aby coś się zmieniło w realiach naszej rzeczywistości, musimy to posłuszeństwo wypowiedzieć i przyjąć postawę człowieka Pokoju. Musi być ktoś, kto pierwszy odłoży miecz, nie ma innej drogi. Muszą to być ludzie ze wszystkich narodów, którzy już dziś rozumieją tego potrzebę, a za nimi pójdą inni. Trzeba wyjść poza realność rzeczywistości, poza jej uwarunkowania tak jak to robili pierwsi chrześcijanie kierując się nie sfałszowanym jeszcze wtedy czystym przesłaniem nauki Jezusa z Nazaretu i nie dać się zastraszyć grą na naszym poczuciu zagrożenia,. W książce " The Rise of Christianity" ( Londyn 1947 str. 333 ) E. W. Bernest pisał: "Ze starannego przeglądu wszystkich dostępnych źródeł wynika, że do czasów Marka Aureliusza (161-180) żaden chrześcijanin nie został żołnierzem, żaden też żołnierz nie pozostawał nim, gdy został Chrześcijaninem". E. Gibon w " History of Chrystianity" New York 1891, str. 162-163 ) "Było nie do pomyślenia by chrześcijanie bez uchybienia bardzo świętemu obowiązkowi mogli być żołnierzami, sędziami, książętami i urzędnikami cesarstwa". Te same wnioski zawarte są w dostępnej w Polsce książce E. Gibona "Zmierzch cesarstwa Rzymskiego" Tom II str. 37. Do takich samych wniosków doszła autorka książki The New Worlds Foundation pisząc: chrześcijanie walkę uważali za coś złego, dlatego nie służyli w wojsku, nawet jeśli cesarstwo potrzebowało żołnierzy. Za te postawy chrześcijanie często płacili życiem, ale w ten sposób byli "światłem dla świata", wzorem wyższej świadomości niż prymitywna żądza krwi. W czasach obecnych jedyną społecznością religijną , która jako całość przyjęła taką postawę wobec faszyzmu byli podczas II wojny światowej Świadkowie Jehowy. Gilotynowani, rozstrzeliwani, osadzani w obozach śmierci pokazali światu czym jest prawda. Nawet Rudolf Hess w swych pamiętnikach przyznał zanim popełnił samobójstwo że tak wyobrażał sobie pierwszych chrześcijan ginących na arenach Rzymu. Dziś taką postawę musimy przyjąć wszyscy, aby cos się mogło zmienić. Każde wzięcie pod uwagę stanu obecnego w określeniu swego stanowiska względem Pokoju niweczy Pokój, bo zawsze znajdą się argumenty by czuć się zagrożonym.

    Wielu wybitnych uczonych apelowało o Pokój i Rozbrojenie, głosy te jednak były tłumione i nie dopuszczane do wiadomości społeczeństw. I tak w 1925 roku 75 intelektualistów podpisało manifest do Ligi Narodów w tym min. Tagore, Russel, Buber, Einstein, Gandhi gdzie czytamy: " Uważamy, że armie opierające się na obowiązku służby wojskowej stanowią wraz ze sztabem oficerów zawodowych poważne zagrożenie pokoju. Obowiązkowa służba jest degradowaniem wolnej ludzkiej osobowości. Życie w koszarach, wojskowa musztra, ślepe posłuszeństwo wobec najbardziej nawet niesprawiedliwych i bezsensownych rozkazów, cały system treningu w kierunku uśmiercania podważają szacunek dla ludzkiego życia. Obowiązkowa służba przynosi szkodę całemu narodowi. Wpaja ona we wszystkich mężczyzn ducha militaryzmu, czyniąc to w wieku najbardziej podatnym na takie wpływy. W końcu wojna zaczyna uchodzić za rzecz nie uniknioną nawet pożądaną. Rząd, który znajduje oparcie w obowiązkowej służbie wojskowej, łatwo może wypowiedzieć wojnę i stłumić natychmiast głos opozycji przez mobilizację. Rząd, któremu potrzebne jest dobrowolne poparcie własnego narodu, będzie z konieczności w swej polityce zagranicznej ostrożniejszy."
    Każdy, kto przeczyta zebrane tu wypowiedzi ludzi powszechnie uznanych za moralne autorytety może sobie odpowiedzieć, czym jest Prawda i stać się aktywnym w głoszeniu tej prawdy innym, bo jak powiedział cytowany już Gandhi: "Milczenie jest zgodą na zło".

    Na płycie pamiątkowej o Gandhim jest napis, który w skrócie brzmi -"Pragnę, aby nastało na Ziemi Królestwo Boże, aby dążenie do niego było dziełem wszystkich żyjących". Na ile więc dążymy do tego królestwa, a na ile swą postawą umacniamy Królestwo Fałszu, i Zła? Prędzej czy później zadamy sobie to pytanie, być może w chwili, gdy już nic więcej nie będziemy mogli uczynić, ale na pewno moment ten nadejdzie.

    Zasadniczym motywem tego tekstu jest przekazanie szerszemu gronu ludzi tekstu przemówienia Lwa Tołstoja przygotowanego na Kongres Pokoju w Sztokholmie, które w najpełniejszy sposób pokazuje i obnaża logikę wojny i przemocy militarnej. Jego aktualność jest nie podważalna, a jasność i spójność logiki czyni z jego wypowiedzi argument nie do obalenia dla tych, którzy działają na rzecz pokoju. Pragnieniem Lwa Tołstoja było, aby społeczeństwa zapoznały się z jego treścią. Za jego życia uniemożliwiono mu to, dziś są środki i możliwości, aby każdy włączył się w propagowanie tego tekstu. Każdy oto go otrzyma, aby nie było na Ziemi ludzi, którzy go nie znają, można go powielić na zasadzie łańcuszka rozsyłając go w kilku kopiach, tłumacząc na języki obce, wykorzystać Internet i inne środki poligraficzne. Jest na to czas, a może go nie być.... Przemyślmy celowość wielu naszych codziennych aktywności i odpowiedzmy sobie, co jest ważne, gdy toczą się wojny i giną niewinni ludzie. Dać innym wzór lepszej rzeczywistości to bardzo wiele i jest to dopiero początek. Nie zniechęcajmy się więc, jeżeli nawet wymierne efekty tego, co tu napisano nie pojawią się od razu. Ludzie starsi wykazują naturalną zachowawczość wynikającą z wielu socjologicznych uwarunkowań, dlatego apel ten jest skierowany głównie do ludzi młodych, to będzie ich przyszłość, taka, jaką będą sobie tworzyli. W każdym z nas jest wiele niedoskonałości, nad którymi każdy musi pracować z osobna, ale na początek zauważmy to największe zło, jakim jest rzeka ludzkiej krwi płynącej nieustannie jako konsekwencja militaryzmu. Zauważmy dalsze konsekwencje naszego na to przyzwolenia. Pamiętajmy też, że wojna to konsekwencja naszego codziennego życia, naszych nieumiarkowanych potrzeb, celów i ambicji, suma naszych codziennych zachowań.

    PRZEMÓWIENIE LWA TOŁSTOJA

    Poniżej prezentujemy przemówienie Lwa Tołstoja, które przygotował i miał wygłosić w 1909 roku na Kongresie Pokojowym w Sztokholmie, a które z powodu nagromadzenia w nim zbyt wielu niewygodnych racji, zarówno dla rządów jak i dla zwykłych obywateli, nigdy nie zostało przez niego wygłoszone.
    Wyścig zbrojeń i groźba wybuchu pierwszej wojny światowej, którą czuło się już w powietrzu wywoływały niepokój wśród Europejczyków. Ruch na rzecz pokoju nie był w tamtych latach ruchem ani zbyt popularnym, ani masowym. Kongres Pokoju organizowali ludzie niewątpliwie ze szczerego przekonania, ale ich miłość do pokoju, często ograniczała się do sentymentalnych utyskiwań na klęskę, której przyczyny nie zgłębiali. Organizatorzy wysłali zaproszenie do Lwa Tołstoja, który liczył sobie wówczas 80 lat. Pisarz, który uważany był za jednego z najbardziej poważanych ludzi swego pokolenia i który uświadamiał sobie grozę wiszącego nad światem niebezpieczeństwa, zdecydował się opuścić wiejską samotnię w Jasnej Polanie i odbyć podróż do Szwecji, by z trybuny rzucić wezwanie - tekst, który wcześniej przesłał organizatorom. Niestety, gwałtowność apelu przeraziła "ostrożnych" pacyfistów. Nikt nie przypuszczał, że wiekowy pisarz zechce wziąć osobiście udział w Kongresie. Spodziewano się co najwyżej pisma z życzeniami pomyślnych obrad. Tołstoj zaś zamierzał zwrócić się z rewolucyjnym apelem wprost do ludów. Wzywał do wypowiedzenia posłuszeństwa rządom i jako człowiek szczerze wierzący potępiał rzekomo chrześcijańskich mężów stanu, którzy z wyznaniem wiary na ustach przygotowywali rzeź milionów ludzi.
    Zakłopotani organizatorzy odłożyli Kongres na rok następny, a gdy się wreszcie odbył w 1910 roku nie odczytano tam, ani nawet nic nie wspomniano o piśmie Lwa Tołstoja. Od tamtych czasów minęło niemalże sto lat, a przemówienie Tołstoja jest nadal aktualne i z powodzeniem można byłoby wygłosić je na współczesnym kongresie pokoju.

    4 SIERPIEŃ 1909

    "Zebraliśmy się tu po to, by walczyć przeciwko wojnie. Przeciwko wojnie, a więc przeciwko temu, w imię czego wszystkie narody świata, miliony ludzi na świecie, oddają do wolnej, do wszelkiej kontroli, dyspozycji kilkudziesięciu osób, a niekiedy jednego człowieka nie tylko miliardy rubli, franków, jenów, stanowiących znaczną część ich zapracowanych oszczędności, ale i samych siebie, swoje życie. I oto my, kilkunastu przybyłych z różnych stron świata uczciwych ludzi, nie posiadających żadnych szczególnych przywilejów, a co najważniejsze, żadnej władzy nad nikim, zamierzamy walczyć, a skoro chcemy walczyć, to mamy też nadzieję zwyciężyć tę olbrzymią siłę, nie jednego lecz wszystkich rządów, mających do dyspozycji miliardowe sumy i miliardowe wojska i bardzo dobrze rozumiejących, że ta wyjątkowa sytuacja w jakiej znajdują się oni, tzn. ludzie wchodzący w skład rządów, oparta jest tylko na wojnie, na wojsku mającym znaczenie i sens tylko wtedy, kiedy jest wojna - ta właśnie wojna, z którą chcemy walczyć i którą chcemy zniszczyć.

    Walka, gdy siły są tak nierówne, powinna się wydać szaleństwem. Ale zastanówmy się nad znaczeniem środków walki, znajdujących się w naszych rękach, a wyda się dziwne nie to, że decydujemy się na walkę, lecz to, że istnieje jeszcze to, z czym chcemy walczyć. Oni mają w rękach miliardowe sumy, miliony posłusznych wojsk, my zaś tylko jedno - ale za to najpotężniejszy środek na świecie - PRAWDĘ.

    I dlatego, choćby nasze siły wydawały się znikome w porównaniu z siłami naszych przeciwników, nasze zwycięstwo jest równie niewątpliwe, jak niewątpliwe jest zwycięstwo, które odnosi światło wschodzącego słońca nad mrokiem nocy. Zwycięstwo nasze jest niewątpliwe, ale tylko pod jednym warunkiem - jeżeli mówiąc prawdę, będziemy mówili całą prawdę, bez jakichkolwiek kompromisów i ustępstw. A prawda jest tak prosta, tak jasna, tak oczywista i obowiązkowa nie tylko dla chrześcijan, ale rozsądnego człowieka, że wystarczy tylko wypowiedzieć ją całą w pełnym jej znaczeniu, żeby ludzie już nie mogli postępować wbrew tej prawdzie.

    Prawda tą w całym jej znaczeniu jest to, co tysiące lat temu zostało powiedziane w przykazaniu, uznawanym przez nas za Boskie, w dwóch słowach: nie zabijaj.

    Prawdą jest to, że człowiek nie może i nie powinien nigdy i pod żadnym pozorem zabijać drugiego człowieka.

    Prawda ta jest tak oczywista, tak powszechnie uznawana i obowiązująca, że wystarczy jasno i zdecydowanie postawić ją przed ludźmi, żeby to zło, które nazywa się wojną, stało się absolutnie niemożliwe.

    I dlatego myślę, że jeżeli my, przybyli na Kongres Pokoju, zamiast jasno i zdecydowanie wypowiedzieć tą prawdę będziemy apelować do rządów i proponować im różne sposoby, żeby zmniejszyć zło wojny, lub ,aby wybuchały one coraz rzadziej, upodobnimy się do ludzi, którzy mając w ręku klucz do drzwi włamują się przez ściany wiedząc, że nie są w stanie tych ścian obalić. Oto miliony zbrojnych i coraz lepiej uzbrojonych ludzi szkolonych do coraz pomysłowego zabijania. Wiemy, że te miliony ludzi nie mają najmniejszej chęci zabijać takich samych ludzi jak oni, że większość nawet nie wie, z jakiego powodu zmusza się ich do robienia tego, co jest im wstrętne, że ciąży im stan podporządkowania i przymusu, wiemy, że zabójstwa dokonywane od czasu do czasu przez tych ludzi, popełniane są na rozkaz rządów, wiemy, że istnienie rządów jest od wojska i my ludzie pragnący położyć kres wojnom, nie znajdujemy nic odpowiedniejszego po temu jak to, żeby proponować i to komu? - rządom istniejącym tylko dzięki wojnie, takie sposoby które położyłby kres wojnie, czyli że proponujemy rządom samounicestwienie. Rządy będą z przyjemnością słuchały wszystkich takich przemówień wiedząc, że wywody takie nie tylko nie położą kresu wojnie i nie podkopią ich władzy, ale jeszcze bardziej ukryją przed ludźmi to, co rządy potrzebują ukryć by mogły istnieć i wojska i wojny i one same, rządy dysponujące wojskami. Ale przecież to anarchizm: ludzie nigdy nie żyli bez państwa i rządów. A zatem rządy i państwa i siły wojskowe, które ich strzegą są koniecznymi warunkami życia narodów, mógłby mi ktoś powiedzieć.
    Nie mówiąc o tym czy możliwe jest, czy nie życie chrześcijańskich i w ogóle wszystkich narodów bez wojska i wojen broniących rządów i państw przypuśćmy, że ludzie dla swego własnego dobra muszą podporządkować się niewolniczo składającym się z nieznanych im ludzi instytucjom zwanych rządami, muszą koniecznie oddawać tym instytucją wytwory swej pracy i wykonywać wszystkie żądania tych instytucji nie wyłączając zabójstwa bliźniego, przypuśćmy to wszystko: pozostaje mimo to nie rozwiązywalna na naszym świecie trudność. Trudność ta wynika z niemożliwości pogodzenia chrześcijańskiej wiary, którą kładący na to szczególny nacisk wyznają wszyscy ludzie wchodzący w skład rządu z rekrutującymi się z chrześcijaństwa wojskami wyszkolonymi do zabijania. Jakby tam nie wypaczono nauki chrześcijańskiej, jakby tam nie przemilczano jej głównych tez zasadniczym sensem tej nauki jest tylko umiłowanie Boga i bliźniego. Boga, czyli najwyższej doskonałości w cnocie i bliźniego, czyli wszystkich ludzi bez różnicy. A zatem, jakby się zdało, należy koniecznie uznać jedno z dwojga, albo chrześcijaństwo z miłością Boga i bliźniego, albo państwo z wojskami i wojnami.
    Bardzo możliwe, że chrześcijaństwo się przeżyło i że wybierając jedno z dwojga: chrześcijaństwo i miłość, albo państwo i zabójstwo ludzie raczej uznają, że istnienie państwa i zabójstwa jest o tyle ważniejsze od chrześcijaństwa, iż trzeba zapomnieć o chrześcijaństwie, pozostać tylko przy tym ,co jest dla ludzi ważniejsze: przy państwie i zabójstwie.

    Wszystko to jest możliwe, w każdym razie ludzie mogą tak myśleć i czuć. Ale wtedy tak też trzeba powiedzieć. Trzeba było powiedzieć, że ludzie w naszych czasach powinni przestać wierzyć w to, co mówi zbiorowa mądrość całej ludzkości, co mówi wyznawana przez nich nauka Boża, powinni przestać wierzyć w to, co wyryte jest niezatartymi zgłoskami w sercu każdego człowieka, a powinni wierzyć tylko w to, co nie wyłączając również zabójstwa, rozkażą inni ludzie, którzy przypadkowo przez dziedziczenie zostali cesarzami, królami, albo przez różne intrygi z wyborów zostali prezydentami, posłami do izb parlamentów. Tak właśnie trzeba by powiedzieć. A powiedzieć tego nie można. Nie można powiedzieć nie tylko tego, ale nie można powiedzieć ani jednego, ani drugiego. Jeżeli się powie, że chrześcijaństwo zabrania zabijać to nie będzie wojska, nie będzie rządu. Jeżeli się powie, że my władzę uznajemy i legalność zabójstwa i odrzucamy chrześcijaństwo - nikt nie zechce słuchać takiego rządu opierającego swą władzę na zabójstwie. I poza tym, skoro zabójstwo dozwolone jest na wojnie, to powinno być tym bardziej dozwolone narodowi dochodzącemu swych praw przez rewolucję. Dlatego też rządy nie mogą powiedzieć ani jednego, ani drugiego, dokonują jedynie starań, żeby ukryć przed swoimi poddanymi konieczność rozwiązania dylematu.

    Dlatego właśnie, aby przeciwdziałać złu wojny, my zebrani tutaj, jeżeli istotnie chcemy dopiąć swego celu, musimy uczynić tylko jedno: postawić ten dylemat jasno i zdecydowanie przed ludźmi wchodzącymi w skład rządów, jak przed masami ludu, tworzącymi wojsko. Aby to uczynić powinniśmy jasno i otwarcie powtórzyć tylko prawdę, że człowiek nie powinien zabijać człowieka, ale wyjaśnić również, że żadne względy nie mogą zwolnić ludzi w świecie chrześcijańskim od obowiązku podporządkowania się tej prawdzie. I dlatego zaproponowałbym naszemu zgromadzeniu (zebraniu), ułożenie i opublikowanie takiej odezwy do wszystkich, a zwłaszcza do chrześcijańskich narodów, w której jasno i zdecydowanie powiedzielibyśmy to, że wojny nie są - jak to uważa większość ludzi czymś szczególnie dobrym i godnym pochwały, lecz są jak każde zabójstwo wstrętne i zbrodnicze zarówno dla tych ludzi, którzy z wolnej woli wybierają działalność wojskową, jak i dla tych, którzy wybierają ją ze strachu przed karą lub ze względu na korzyści. W stosunku do osoby wybierającą działalność wojskową z własnej woli, zaproponowałbym, żeby w odezwie tej jasno i zdecydowanie powiedzieć mimo całej pompy, przepychu i w ogóle aprobaty towarzyszącej tej działalności, jest ona zbrodnicza i haniebna, tym bardziej zbrodnicza i haniebna im wyższe stanowisko zajmuje człowiek w hierarchii wojskowej. I tak samo zaproponowałbym, by jasno i zdecydowanie powiedzieć prostym ludziom powołanym do służby wojskowej pod groźbą kary lub za pomocą przekupstwa, że grzeszą i przeciwko swojej wierze i przeciwko moralności i przeciwko swojemu rozsądkowi, kiedy zgadzają się wstąpić do wojska; przeciwko wierze przez to, że wstępują do szeregu zabójców, łamią przykazanie Boskie, które wyznają; przeciwko moralności przez to, że obawiając się, że ukarze ich władza lub mając na względzie korzyść godzą się robić to, co w głębi duszy potępiają i przeciwko rozsądkowi przez to, że wstępując do wojska narażają się w razie wojny na to samo, jeśli nie większe nieszczęścia niż te jakie grożą w razie odmowy, a co najważniejsze, wbrew zdrowemu rozsądkowi postępują już wyraźnie przez to, że włączają się do tej samej kasty ludzi, która pozbawiła ich wolności i zmusza do wstąpienia do wojska. W stosunku do jednych i drugich zaproponowałbym, żeby jasno wyrazić w tej odezwie myśl, iż dla ludzi istotnie oświeconych i tym samym wolnych od przesądu związanego z kultem wojskowości( staje się ich z każdym dniem coraz więcej), wojskowa służba i tytuł mimo wszelkich starań, by ukryć ich istotne znaczenie, jest służbą tak samo, a nawet bardziej haniebną, niż służba i tytuł kata: gdyż kat gotów jest zabijać tylko ludzi uznanych za szkodników i zbrodniarzy, a wojsko obiecuje zabijać wszystkich ludzi, których każe mu się zabijać, gdyby to nawet byli najbliżsi mu i najlepsi ludzie.
    Ludność w ogóle, a zwłaszcza nasz świat chrześcijański doczekał się takiej ostrej sprzeczności między postulatami moralnymi a istniejącym ustrojem społecznym, że nieuchronnie musi zmieniać nie to, co nie może się zmienić - postulaty moralne społeczeństwa, lecz to, co się zmienić może - ustrój społeczny.

    Zmiana ta wywołana sprzecznościami wewnętrznymi i ujawniająca się szczególnie ostro w przygotowaniach do zabójstwa szykowana jest z różnych stron i staje się z każdym rokiem konieczniejsza.

    Napięcie wymagające tej zmiany, wzrosło w naszych czasach w takim stopniu, że podobnie jak do przejścia cieczy w ciało stałe potrzebna jest niewielka siła prądu elektrycznego, tak samo do przejścia od tego okrutnego i nierozumnego życia dzisiejszych ludzi z ich podziałami, zbrojeniami i wojskami, do życia rozumnego, odpowiadającego postulatom świadomości człowieka współczesnego, potrzebny jest być może tylko niewielki wysiłek, niekiedy jedno słowo, który w mgnieniu oka przekształcą całą ciecz w ciało stałe.

    Dlaczego nasze obecne zebranie nie może podjąć tego wysiłku?

    W baśni Andersena, gdy król ze swym orszakiem paradował po ulicach miasta i wszyscy ludzie zachwycali się jego piękną, nową szatą jedno słowo dziecka, które powiedziało to, co wszyscy widzieli, ale nie mówili, zmieniło wszystko. Dziecko powiedziało: "on nic nie ma na sobie" i sugestia przestała działać, król się zawstydził i wszyscy ludzie wmawiający sobie, że widzą na królu piękną, nowa szatę zobaczyli, że król jest nagi. To samo musimy powiedzieć także my , powiedzieć to co wszyscy widzą, ale nie odważają się wypowiedzieć, powiedzieć, że jak by ludzie nie nazywali zabójstwa, jest ono zawsze zabójstwem, zbrodnią i hańbą. I wystarczy jasno i zdecydowanie i głośno, jak możemy to zrobić tutaj, powiedzieć to, a ludzie przestaną widzieć to, co im się wydawało, że widzą i zobaczą to, co widzą rzeczywiście. Przestaną widzieć służbę ojczyźnie, bohaterstwo wojny, chwałę wojskową i patriotyzm, a zobaczą to, co jest nagą prawdę zabójstwa. A kiedy zobaczą stanie się to samo, co w baśni: ci, co popełniają zbrodnię zawstydzą się, a ci, co wmawiali sobie, że nie widzą zbrodni zabójstwa zobaczą ją i przestaną być zabójcami. Ale jak będą się bronić narody przed nieprzyjaciółmi, jak utrzymać porządek w kraju, jak mogą żyć narody bez wojny?
    Jaką formę przybierze życie ludzi którzy odżegnują się od zabójstwa nie wiemy i wiedzieć nie możemy. Jedno jest pewne: dla ludzi obdarzonych rozumem i sumieniem rzeczą najnaturalniejszą jest żyć w oparciu o te właściwości, niż podporządkować się niewolniczo ludziom nakazującym wzajemne zabójstwa.

    Będę bardzo żałował, jeżeli to, co powiedziałem kogoś obrazi, zmartwi i obudzi niedobre uczucia. Ale ja osiemdziesięcioletni starzec oczekujący w każdej chwili śmierci uważałbym za wstyd i przestępstwo, gdybym nie powiedział całej prawdy tak jak ją rozumiem, prawdy w którą wierzę w to niezłomnie, tylko sama jedna może uwolnić ludzkość od niezliczonych klęsk spadających na nią w wyniku wojny".

    Lew Tołstoj 4 sierpnia 1909 roku.

    Przed gmachem ONZ w Nowym Jorku jest napis z księgi Izajasza: " I przekują swoje miecze na lemiesze, a włócznie na sierpy, i nie podniesie naród miecza przeciwko innemu narodowi i nie będą się więcej uczyli sztuki walki".-TEN KTÓRY JEST wypowiadajac te slowa dal zapewnienie spelnienia tego proroctwa obowiazkiem ludzi jest byc wiernymi temu proroctwu juz dzis w swych postawachi dazeniach.
    Przesłanie to nie jest adresowane do Polaków, Niemców, Rosjan, czy
    Amerykanów jest adresowane do wszystkich ludzi dobrej woli i taka była
    intencja autorów przytoczonych wypowiedzi.

    Jak głosił Gandhi - " Bez dobrowolnego lub wymuszonego współdziałania ludzi rząd nie posiada żadnej władzy aby móc zmienić istniejącą sytuację, musimy woli rządów przeciwstawić naszą wole lub odebrać mu nasze współdziałanie. Jeżeli w tym zamiarze będziemy stanowczy i zjednoczeni rząd będzie mógł jedynie ugiąć się przed naszą wolą lub upaść". Działanie na rzecz Pokoju, nie może być walką z wykorzystaniem przemocy. C Chower ujął to w ten sposób: " Walka bez przemocy zakłada nie tyle miłość do nieprzyjaciela co wolność od nienawiści. Czyńmy więc Pokój wolni od jakichkolwiek negatywnych uczuć świadomi, że nieświadomość w większości przypadków określa postawy tych którzy jeszcze dziś służą wojnie i przemocy" . W przytoczonej proroczej wypowiedzi Biblii z księgi Izajasza przed tymi słowami jest również powiedziane, że ludzie, którzy uznają Boże prawo " Nie zabijaj i nie szykuj się do zbrodni "I przyjdą na Górę Jahwe i będą "wszystkie narody i mnogie ludy". Nie lękajmy się więc molocha militaryzmu, choć tak dziś potężny w swej diabelskiej sile, nie znamy czasu, ale na pewno legnie on w gruzach. A my starajmy się być rzecznikami, lub tymi, którzy przybędą na tą Górę mówiąc już dziś o Pokoju i czyniąc swój wkład swą aktywnością w to dzieło motywowani tylko własną świadomością nie utożsamiając się z żadnym narodem i państwem. Pamiętajmy, że ( przed Stwórcą, przed przyszłymi pokoleniami i napewno sami przed przed soba) odpowiadać będziemy nie tylko za nasze działania, ale za to czego żeśmy zaniechali, za to co mogliśmy zrobić a czego nie zrobiliśmy Ps: W obecnej chwili problem wojska i zbrojen stal sie jakosciowo inny i trudny do okreslenia dla wiekszosci ludzi ponieważ struktury militarne wielu panstw powolane pierwotnie i przynajmniej z zalozenia do obrony narodu bedac w zaleznosci politycznej zostaly podporzadkowane zewnetrznym sila ktore nie sa sklonne brac pod uwage interesu i bezpieczenstwa tych narodow a wrecz istnieje prawdopodobienstwo uzycia tych armi bedacych pod obcym dowodzeniem przeciw wlasnemu narodowi ,Lamie sie w ten sposo sumienia i zwykla ludzka przyzwoitosc wsrod zwyklych zolnierzy jak i kadr dowodczych swiadomych negatywnosci tego stanu .Zobowiazani jednak podlegloscia sluzbowa zolnierze moga byc zmuszeni do respektowania zarzadzen sprzecznych z interesem danego narodu Tak wiec idea rozbrojenia moze byc uzyta przez ludzi niegodziwych do uczynienia czlowieka bezbronnym po to by zaprowadzic globalna tyranie czlowieka nad czlowiekiem [prisonplanet.pl].Kwestia obrony koniecznej jednostki i idac dalej narodu staje sie wiec problemem sumienia poniewaz piekna idea pacyfizmu poprzez uczynienia czlowieka bezbronnym doprowadza do stanu w ktorym ponownie stajemy przed problemem obrony koniecznej nie przed innym narodem ale strukturami ktore chca zapanowac nad wszystkimi narodami przy pomocy metod jakie sa sprzeczne z tym co nazywamy czlowieczenstwem .Agresja narodu przeciw innemu narodowi co bylo przejawem calej histori ludzkosci zostala zastapiona agresja zorganizowanych grup ludzi ktorzy stworzyli struktury ponadnarodowe a jako wroga traktuja cala ludzkosc zrecznie wykozystujac ludzka niewiedze by realizowac cele ktorych nie mogli zrealizowac najwieksi tyrani ludzkosci.J bynajmniej to co do tej pory ujawniono nie wskazuje ze kieruja sie oni dobrem wszystkich ludzi na naszej planecie Smutne jest to ze bedac w olbrzymiej mniejszosci liczacej moze kilka tysiecy osob potrafili wykorzystac nieswiadome masy ludzkie by one samo sobie zalozyly jazmo niewoli . Stajemy wiec przed sytuacja w ktorej Prawda staje sie wymiarem duchowym poniewaz punkty odniesienia staja sie coraz bardziej nieuchwytne w racjonalnym sposobie patrzenia na swiat...... Zebrał i opracowal Janusz Szumowski
  • All
    Żadnej wojny z Iranem nie będzie, ponieważ jeśli Iran zostanie zatakowany natychmiast Izrael będzie zaatakowany przez rakiety irańskie ulokowane w Syrii i w Libanie.
    W dyskusji z pewna Pania profesor z Izraela zauważyłam że co prawda Iran oberwie atomem od Izraela, ale Izrael zostanie najpierw zmieciony.
    Ponadto retoryka Trumpa jest identyczna ja ponad rok temu z Koreą Płn. Na razie jest wojna kto jest silniejszy w gębie i tu mamy przewagę Iranu nad USA.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930